Etana – Reggae

W listopadzie ubiegłego roku, nakładem wytwórni VP Records, ukazał się – niestety tylko w formacie cyfrowym – singiel/epka Etany zatytułowany „Reggae”. Ów singiel był, a właściwie wciąż jest, zapowiedzią trzeciego studyjnego albumu artystki, który do sklepów trafi pod koniec lutego.

Etana (co w języku suahili oznacza „The Strong One”) przyszła na świat jako Shauna McKenzie 22 maja 1983 r. w Kingston. Gdy miała 4 lata, jej rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Mimo, że dołączyła tam do dziewczęcej grupy Gift, a ich muzyką zainteresował się Universal Records (niestety, albo i stety, miała inną wizję swej kariery niż wytwórnia), jej droga do światowego sukcesu zaczęła się po powrocie na rodzinną wyspę. Co ciekawe, wróciła by otworzyć na Jamajce kafejkę internetową. Los jednak chciał inaczej. Cóż, nieodwołalna wola bogów, na którą nikt nie ma wpływu.

Najpierw chórki u Richiego Spice’a, potem własny przebojowy singiel „Wrong Address”, później „Roots” i poszło jak z płatka – debiutancki album „The Strong One”, nominacje do nagród, później kolejna płyta „Free Expressions” i trasa po Europie.

Na „Reggae”, jak przystało na rasową epkę, utworów jest niewiele – tylko 3, ale za to jakie! To niezwykle klimatyczna fuzja reggae, soulu, r&b i popu (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) okraszona charyzmatycznym wokalem. Mimo słodkich dźwięków, nie brak tu – podobnie, jak na płytach długogrających – poważnych tematów. Mamy tu np. piosenkę o miłości, ale raczej z rodzaju tych, które nie są usłane samymi różami.

my new man loves me, he loves to call me wife but I can’t imagine living without you in my life, let’s start over

Do tych poważnych utworów zaliczyć należy także „Better Tomorrow”, w którym Etana śpiewa: „nigdy więcej bólu, nigdy więcej głodnych dzieci, nigdy więcej łez, nigdy więcej wojen i podziałów religijnych„. Wokalistka nie widzi jednak wszystkiego w czarnych barwach, bowiem „jutro będzie lepiej„, nadejdą jaśniejsze dni. Pewnie niejedna organizacja zajmująca się prawami człowieka, a zwłaszcza dzieci, chciałaby mieć ten utwór za swój hymn.

Mimo, że „Better Tomorrow” trwa 7,5 minuty to nie nudzi się nawet przez chwilę. Warstwa instrumentalna, chórki, później także przypominające afrykańskie chóry, głos Etany – wszystko idealnie tu pasuje.

„Better Tomorrow” to także tytuł nadchodzącego wielkimi krokami trzeciego albumu Etany. Zatrzymajmy się zatem przy nim trochę dłużej. Inspiracja do napisania tekstu był dokument obejrzany przez wokalistkę w telewizji National Geographic. Zobaczyła w nim, jak mały chłopiec przeszukuje wysypisko śmieci z nadzieją znalezienia plastikowych butelek, które mógłby wymienić na jedzenie. Wtedy zaczęła sobie wyobrażać życie bez wody, jedzenia i schronienia.

Jest też i piosenka na temat mniej dołujący, piosenka w której refrenie usłyszymy:

hit me like a drum, play chords and I will strum, sing out and I will come cause reggae you’re the one

Oczywiście nie należy zapominać o niebagatelnej zasłudze producentów. To właśnie Shane C. Brown z Juke Boxx Productions i Stanley „Rellee” Hayden z A-Team Music (współproducent tytułowego numeru) sprawili, że epka brzmi tak świeżo.

Gdybym musiał poszczególne piosenki ustawić na podium to złoty medal zdobyłoby „Reggae”, srebro „4 Play 2 Love (Start Over)”, a brąz „Better Tomorrow”, aczkolwiek za kilka dni kolejność mogłaby być zupełnie inna.

Jeśli nie lubisz soulującego popowego reggae przyprawionego subtelnymi dubowymi efektami to ta epka zdecydowanie nie jest dla ciebie. Jeśli jednak masz otwarty umysł i lubisz poznawać nowości – bo osobom, które miały już kontakt z muzyką Etany, nie trzeba jej polecać – to powinieneś posłuchać, a może nawet i kupić „Reggae” (na iTunes, w przeliczeniu, kosztuje niecałe 10 zł). Żal tylko, że płyty z tak smakowitymi kąskami nie można postawić na półce. Cóż, takie czasy, coraz więcej albumów i singli wychodzi tylko w formacie cyfrowym.

Czekam niecierpliwie na – nagraną w Tuff Gong i wyprodukowaną przez Shane’a Browna – trzecią płytę.

Warto wspomnieć, że Etana wystąpiła dwukrotnie w naszym kraju. W 2011 r., wraz z Dub Akom Band, zagrała na wrocławskim One Love Sound Fest. Wówczas w swoim secie, jak można było przeczytać w relacjach kompetentnych osób, zahaczyła o ska i rocksteady. Niestety, nie dane mi było tego zobaczyć/usłyszeć, czego do dzisiaj żałuję. Rok później zagrała w Bielawie, dzień przed rozpoczęciem Regałowiska. Pozostaje czekać na kolejną wizytę w Polsce.

Recenzję można znaleźć także, w nieco wzbogaconej wersji, na koncertowy.blogspot.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *