Las Melinas – The Best Of 2008-2011

Formacja skankerska z Trzebiela, Żar i Ornety wydała swój debiutancki album o jakże przewrotnym tytule „The Best Of…”. Bardzo ucieszyłem się z tej płyty. Zmęczony już jestem tym całym early, dirty czy jak go jeszcze zwał, rege. Soulu też mam dość. Fajny jest, ale ileż można. Dzięki Las Melinas otrzymujemy płytę z radosnym ska bez zadęcia. To znaczy zadęcie jest, ale w trąby. Mamy tu dwa puzony, dwie trąbki i saksofon. I o dziwo, sekcja dęta, mimo że tak liczna, całkiem dobrze brzmi, co nie zawsze jest regułą. Dęciaki grają big bandowo, a częste, na dodatek świetne, solówki, dodają muzyce kolorytu. Przyjemnie posłuchać.

Na płycie znajdziemy 14 utworów. Wszystkie zapraszają do tańca, jakkolwiek nie epatują przesadnie szybkimi tempami. Chociaż przy Rock’N’Rollu, a zwłaszcza Złych pijanych dziewczynach, można nieźle się spocić. Dla miłośników starych, dobrych, polskich seriali chłopaki przygotowali Hansa Klossa i Janosika. Miłośnicy Bonda również znajdą coś dla siebie. Ja wyróżnię Williego. No i jednak jest rege :-). Tylko należy je odszukać. Teksty o dupie Maryni, ale czy tańcząc ska trzeba słuchać i analizować sonety Szekspira? Ja takiej potrzeby nie odczuwam.

Płyta wydana przez zespół własnym sumptem. Dlatego digipak skromny, choć graficznie nie odrzucający. Przydało by się również na następnej płycie poprawić produkcję. Nie jest źle (jeszcze raz pochwalę dobrze nagrane dęte), ale wokal często jakoś obok muzyki. To tak żeby za dużo nie cukrować ;-).

Podsumowując, jeśli liczyliście na poezję śpiewaną, poszukajcie raczej coś z Krainy Łagodności. Jeśli chcecie zrobić prywatkę przy dobrym ska, to jest właściwy wybór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *