Lollypop Lorry – Stacja Ural nadaje

W środku Rosji, za górami Ural, właściwie na samej granicy Europy i Azji znajduje się czwarte największe miasto kraju, Jekaterynburg. Patrząc na lokalizację, nietrudno się domyślić, że nikogo nie dziwią tam temperatury sięgające ponad czterdziestu stopni poniżej zera. Jednak to właśnie tam powstał jeden z najbardziej znaczących rosyjskich zespołów, odwołujących się w swojej muzyce do brzmień ze słonecznej Jamajki. Mowa o Lollypop Lorry, a pretekstem do napisania tego tekstu jest wydany wczoraj album „Ural Station”.

Warto zwrócić uwagę na tytuł krążka. Zdaje się, że mieszkańcy Jekaterynburga mają często za złe nazywanie ich regionu częścią Syberii. Rzeczywiście miasto nawet według oficjalnego podziału administracyjnego jest głównym ośrodkiem Uralskiego Okręgu Federalnego. Pamiętając więc, że piszę o Uralczykach, przejdę do ich twórczości.

Przez 10 lat działalności (tak, to rówieśnicy RudeMakera, wszystkiego najlepszego!) wydali własnym sumptem kilka epek czy minialbumów przy dystrybucji kładąc nacisk głównie na internet. Mnóstwo tam rewelacyjnie wręcz brzmiących coverów jamajskiej klasyki, własnego repertuaru raczej nieco mniej. Tak czy siak, instrumentalny ska-jazz w najlepszym wydaniu – tego w tych nagraniach nie brakuje. Kulminacyjny moment tego, nieco jednak niszowego okresu to sesja nagraniowa w studiu Octopus. Tym właśnie genialnym posunięciem zespół trafił do bardziej masowego odbiorcy i wypłynął na szerokie wody. Cała sesja w formie video została opublikowana w serwisie YouTube.

Statystyki pokazujące po kilkadziesiąt tysięcy odsłon, jakkolwiek bardzo fajne, nie są jednak jakimś szczególnym szokiem. Jeśli jednak spojrzymy na piosenkę „I Wont Let You Go”, cover The Blues Busters, zobaczymy, że klip obejrzały prawie dwa miliony ludzi, a to już jest poważna sytuacja. Myślę, że śmiało można zaryzykować twierdzenie, że o tej popularności zadecydował powalający wręcz wokal Svetlany Eremeevej. Ten głos to zdecydowanie jeden z filarów stanowiących o dzisiejszej sile Lollypop Lorry. Jeśli wierzyć internetom pani dołączyła do instrumentalnej dotąd kapeli w 2015 roku, a podczas wspomnianej sesji pojawia się tylko w jednej piosence. Zdecydowanie trzeba jednak traktować to uzupełnienie składu jako strzał w dziesiątkę. Zabrzmiało to fantastycznie. Doskonały głos wspierany przez rewelacyjnych muzyków wspinających się na wyżyny ska-jazzu – nie sposób tego nie lubić.

Przez dwa lata od sesji „Live at Octopus” (wydanej zresztą w wersji cyfrowej), zespół ewidentnie zdołał skomponować nieco więcej własnego repertuaru i przestać opierać się głównie na coverach – to raczej autorskie piosenki mają stanowić zawartość nowego krążka. Nie chcąc psuć Wam frajdy z samodzielnego odkrywania „Ural Station”, wspomnę tylko, że w temacie najwyższego poziomu ska-jazzu nic się nie zmieniło. Jest za to teraz więcej miejsca na wokal Svetlany. Znajdziecie tam również nieco reggae, a nawet akcenty soulowe.

Sprawdźcie zresztą sami, płyta jest dziś dostępna we wszystkich większych serwisach streamingowych. Polecam jednak zwrócić uwagę na wersję winylową, wydaną przez moskiewski label Magnetic Loft Records. Limitowany do 300 sztuk krążek ze swoją śliczną okładką na pewno będzie doskonałą ozdobą Waszej kolekcji. Dostaniecie go w Polsce już w najbliższych dniach w Bad Look Records.

Spotify https://is.gd/GfOJWb
iTunes https://is.gd/JG3Sjz
Bandcamp https://is.gd/7bFqCD
Google Play https://is.gd/OHTynq
Deezer https://is.gd/4X5Sir

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *