Make Progress – Wiele dróg

W zalewie mniej lub bardziej plastikowego dancehallu, ciężko czasem wyłapać coś ciekawego, rootsowego. Taki właśnie jest MAKE PROGRESS, reggae’owy zespół założony przed 12 laty w Rucianem-Nidzie. Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście to jak najszybciej musicie zapoznać się z jego muzyką. A okazja jest nie byle jaka, bowiem – jak informowaliśmy – nieco ponad miesiąc temu ukazał się ich debiutancki album pt. „Wiele dróg”.

Płyta miała premierę na Ostróda Reggae Festival. W ubiegłym roku Progressi zwyciężyli w Konkursie Młodych Polskich Zespołów Reggae, efektem czego był wyjazd do Londynu, gdzie w tamtejszym Soundflower Studios zrealizowali swoją epkę „Stand Strong” (dostępna wraz z 19. numerem magazynu „Free Colours„). Ale przejdźmy do płyty długogrającej, bo to o niej chciałem napisać kilka słów.

„Wiele dróg” to 10 kompozycji, zaśpiewanych po polsku oraz angielsku. Płytę kończy dubowy remiks autorstwa producenta MesBrutah. Make Progress to zespół grający roots reggae z polską duszą. Jednak nie jest to żaden zarzut. O nie! Nie usłyszymy tu tzw. polskiego reggae. Usłyszymy za to bardzo dobrze zagrane ciepłe korzenne brzmienie, idealne na nadchodzącą chłodną jesień i zimę.

Album ten przy pierwszym przesłuchaniu skojarzył mi się z takimi zespołami, jak Bakshish, Daab czy – to już trochę młodsza generacja – sosnowieckim Natural Mystic.

Czasem, co cieszy, swoją obecność zaznacza Miłosz Dębiński ze swoim saksofonem. Przede wszystkim w „Dance of Jah”, ale też chociażby w „Remember” czy „Cryin’ Rastaman”. Jestem fanem instrumentów dętych, więc nie ukrywam, że nie pogniewałbym się, gdyby odgrywał trochę większą rolę. Czasem w drugim planie słychać przyjemny dla ucha głos Ani Olszak.

Wspomniany „Cryin’ Rastaman” jest moim ulubionym numerem na płycie, oprócz saksofonu usłyszymy tam także subtelne dubowe efekty. Warto też wspomnieć o wokalu Andrzeja Klimka, niezmanierowanym, o łagodnej barwie, idealnie pasującym do pulsującej muzyki.

Największy minus tej płyty, bo niestety nie może być samych plusów, to piosenka pt. „To co prawdziwe” z gościnnym udziałem młodych – zdaje się – miejscowych raperów, Kaera i Małżyka. Utwór, w którym rzeczeni raperzy mieli wziąć gościnny udział, został przez nich zaanektowany. W efekcie wyszedł słaby hip-hopowy kawałek z reggae’owym refrenem. Nie przekonuje mnie też „Roots” – etniczny instrumentalny przerywnik zagrany na bębnach i – bodaj – didgeridoo.

Mimo tych małych minusów, płytę naprawde warto kupić (np. na serpent lub u Zimy). Przed zakupem można ją też w całości przesłuchać na youtube zespołu.

Nie bez znaczenia jest fakt, że miksem i masteringiem zajął się duet ze Studio As One, czyli Smok i Activator Mario Dziurex. O ich kunszcie polscy fani reggae mogli się przekonać już wiele razy.

facebook zespołu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *