Marcia Griffiths – Marcia Griffiths and friends

30 października ubiegłego roku wytwórnia VP Records wydała dwupłytową kompilację pt. „Marcia Griffiths and friends”, na której znalazło się 38 utworów, w przeważającej większości duetów, Queen of Reggae z artystami reprezentującymi kilka jamajskich (z drobnymi wyjątkami, bo jest też pewien wokalista z Niemiec) pokoleń. Obok takich weteranów, jak Bob Andy (rocznik ’44), John Holt (’47), Bunny Rugs (’48), znaleźli się Tony Rebel (’62), Mikey Space (’65), a także Buju Banton (’73), Busy Signal (’79) i Exco Levi (’83). Pełen przekrój zarówno przez metryki, jak i gatunki muzyczne: od dancehallu, przez roots reggae, po lovers rock. A wszystko to połączone osobą Marcii Griffiths. No, jeszcze wspólnym mianownikiem jest Donovan Germain (właściciel Penthouse Records), producent 37 z 38 numerów, ale mniejsza o niego. Gwiazdą jest tu ONA, nawet gdy jest na drugim planie.

Warto wspomnieć o instrumentalistach, bo – jak to często bywa – są oni elementem pomijanym, wszak to wokalista jest najważniejszy, a przynajmniej przeważnie najbardziej widocznym. Na tej kompilacji usłyszeć można takich muzyków, jak Leroy Sibbles, Sly Dunbar, Dean Fraser, Mafia & Fluxy, Paul „Wrongmove” Crossdale, Kirk Bennet i inni.

Do moich faworytów należą „Dearest” z Sanchezem, „Just You And Me” z Peterem Morganem (głównym wokalem Morgan Heritage), „Sense of Purpose” z Bunny Rugsem, „The True” z Richiem Stephensem i „Ebony Ivory” z Bobem Andym, który jest coverem piosenki wydanej 31 lat temu przez Paula McCartneya i Steviego Wondera. O coverach napiszę jeszcze za chwilę. Nawet piosenki z udziałem person takich, jak Buju Banton (a jest ich aż 5) czy Busy Signal, podobają mi się. I to z każdym przesłuchaniem coraz bardziej. Oczywiście nie mam nic do dancehallowych artystów (ba, czasem nawet wśród tego jamajskiego plastiku zdarzy się coś wartego uwagi), ale jednak wolę dancehall ze składanki „Dancehall ’69: 40 Skinhead Reggae Rarities”.

Wracając do coverów, przywołane „Ebony & Ivory” McCartneya i Wondera, w 2007 r. zostało uznane przez słuchaczy radia BBC 6 Music za najgorszy duet w historii. Wersji z opisywanej płyta raczej to nie grozi. Na „Marcia Griffiths and friends” znajduje się więcej piosenek, które już gdzieś się wcześniej słyszało (rzecz jasna, pomijam tu nowe wersje jamajskich utworów, bo w tym przypadku czasem ciężko się połapać kto był pierwszy, a kto tylko się czymś „inspirował”), chociażby „I Knew You Were Waiting” Arethy Franklin i George’a Michaela czy „Nothing’s Gonna Stop Us Now” napisane przez Alberta Hammonda i Diane Warren, a zaśpiewane przez zespół Starship. W obu przypadkach chyba jednak Marcia z gośćmi lepiej sobie radzi, aczkolwiek popowe utwory z lat 80. mają swój urok (o ile nie słyszy się ich zbyt często).

Na płycie znalazły się też interpretacje klasycznych już riddimów, dość wspomnieć o riddimie Swing Easy (na którym nagrano „Childish Games”), Nanny Goat („Check Out”) czy Marleyowskim Forever Loving Jah.

Na obu płytach są piosenki z różnych okresów, oprócz tych z lat 90., są też nowe nagrania, wcześniej niepublikowane. Przydałoby się jednak więcej z młodości Marcii. Zastanawiam się, czy skoro już wydawca podjął się zadania zebrania utworów Marcii z innymi artystami (tudzież innych artystów z Marcią), mógłby pójść na całość i pokusić się o kompilację, na której znalazłyby się wszystkie – bo na rzeczonej kompilacji brakuje chociażby „Real Man” z Cocoa Tea, „You and I” z Jimmy Riley’em czy „Harmony” z Shaggym lub – z artystami, którzy są na płycie – przykładowo „Why Me Lord” z Freddiem McGregorem czy Bobem Andym (tylko jeden utwór to delikatnie mówiąc niedopatrzenie). Oczywiście brak takich nagrań nie rzutuje na tej płycie, o nie! Ot, takie moje małe „marzenie”.

Jeśli jesteś fanem Królowej Reggae to bezsprzecznie pokochasz tę kompilację. Jeśli nie zaliczasz się do jej fanów, za to po prostu lubisz reggae (jak to było? I Don’t Like Reggae. I Love It!) to i tak jak najszybciej powinieneś zainteresować się Marcią i jej przyjaciółmi. Na pewno przypadnie ci do gustu.

I pomyśleć, że jeszcze stosunkowo niedawno twórczość Marcii Griffiths kojarzyłem li tylko z działalności w duecie Bob and Marcia . „Pied Piper” czy „Young, Gifted and Black”, notabene utwór, który wiele lat temu usłyszałem na swojej pierwszej reggae’owej składance, to już utwory nieśmiertelne. Czy któryś z płyty „Marcia Griffiths and friends” także do takowych będzie się zaliczał, to już musicie ocenić sami.

Końcowa ocena: 4,5/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *