HotShotWear
The Chancers - Trigger warning

Czesko-angielska formacja The Chancers plasuje się wysoko wśród najbardziej wytrawnych wyjadaczy praskiej sceny. Każdy, kto miał okazję widzieć ich na żywo, na pewno zapamiętał... więcej »

reklama

Ostróda Reggae Festival - Fire Corner

Ostróda Reggae Festival - Fire Corner

Ostróda Reggae Festival - Fire Corner
2013-08-09
Ostróda
miejsce: Czerwone Koszary

Płonący Narożnik i nie tylko.

W niedzielę dobiegła końca trzynasta edycja Ostróda Reggae Festival. Największy festiwal reggae w Polsce nie zwalnia tempa i ciągle się rozwija - w tym roku odbył się w zupełnie nowym miejscu, z nowymi atrakcjami i aż sześcioma scenami. A wśród nich ta, na którą wszyscy miłośnicy boss sounds czekali - Fire Corner Stage.

Źródło tej sceny wywodzącej się z Carpenter Reggae Night, z czasem rozwinęło się właśnie w Fire Corner – imprezę od 2011 na stałe wpisaną w kalendarz życia kulturalnego Olsztyna, na której promowane są dźwięki skinhead reggae, ska, rocksteady i soulu. W tym roku, dzięki uprzejmości organizatora, udało się tę dotychczas klubową scenę przenieść na otwarty teren festiwalu.

Trzy dni, od wczesnych godzin popołudniowych do samego wieczora, selektorzy z całej Polski przerzucali się znakomitymi, lekko trzeszczącymi winylami, które docierały do publiczności przez robiącą duże wrażenie ścianę soundsystemową. Chociaż wszyscy artyści oferowali określony konwencją sceny styl muzyczny, to nikt nie mógł narzekać na nudę, gdyż każdy z grających miał nieco inną selekcję, gust i zawartość case’a.

Piątkowy line-up rozpoczął Pan Chmielewski, po nim zagrał WDM, a na koniec wystąpiła Madame Colonelle – ze znanego chyba wszystkim miłośnikom skinhead reggae – Bigger Boss Sound. Sobota to kolejno – największy promotor sceny – Real Cool Sound, druga połowa Bigger Boss czyli Tytus, a rozpiskę zamknął Manfas, znany szerszej publiczności ze składu Fatty Fatty. W ostatni dzień festiwalu swoją selekcję zaprezentowali Husky, Japko z łódzkiego Hot Shot Sound oraz ponownie Real Cool Sound.

Oczywiście po wymuszonych organizacyjną kolejnością występach następowało granie tune fi tune. Na scenie gracze zmieniali się jak w kalejdoskopie. Mikrofony były przekazywane z rąk do rąk. Nie zabrakło też niezapowiedzianych gości, np. wspierającego swoją nawijką Earl Jacoba czy młodego, bo zaledwie czternastoletniego, najnowszego nabytku sceny Fire Corner – niejakiego Bouqueta.

Dzięki położeniu sceny, lekko na uboczu całego festiwalu, Fire Corner Stage okazało się sukcesem. To tutaj można było potańczyć bez przesadnego ścisku, odpocząć, poleżeć na trawie, porozmawiać i wypić piwo. Niepotwierdzone informacje głoszą, że na przyszłorocznej edycji scena zostanie połączona ze strefą chill-out. Moim zdaniem to świetny pomysł, bo właśnie w takiej konwencji Fire Corner spisałby się idealnie.

Co poza tym? Jestem zdania, że na tym festiwalu, który spokojnie osiągnął już poziom europejski, trudno byłoby znaleźć zespół słaby. Są po prostu różne gusta. Przykładowo - to, że nie kręci mnie szczególnie Dreadsquad, nie zmienia faktu, że zagrali znakomicie.

Czytelników Rudemakera na pewno zainteresował koncert U-Roya. Dobrze było się przekonać, że ten leciwy już artysta wciąż jest w świetnej formie. Na koncercie zaprezentował cały przekrój swojej twórczości - od rocksteady przez rootsowe klasyki, aż po najnowsza płytę. A doskonałe chórki sprawiły, że wszystko brzmiało tak, jak znamy to z płyt.

Ostróda Reggae Festival to line-up, który zadowoli każdego, to świetna organizacja, dużo dodatkowych atrakcji (chociażby wspominana wcześniej strefa chill-out), rozbudowany catering i zwyczajnie dużo świetnej zabawy. Przez te wszystkie lata festiwal rozwinął się w imprezę, na którą warto przyjechać nie tylko, jako miłośnik jamajskiej muzyki, ale także na udany urlop. Czy były jakieś błędy, niedociągniecia? Może, chociaż to tylko ze względu na nowe miejsce i wszystko da się poprawić za rok.


2013-08-16 - Filip Pęzińskipowrót »