Recenzja

W Buena Onda Reggae Club muzyka karaibska spotyka się z brazylijską

Zespołów z cieplejszych krajów zawsze najlepiej słucha mi się latem. Wyobrażam sobie wtedy koncerty na plaży i drinki z palemką. Ciepełko już czai się za rogiem, powoli wychodzimy z izolacji i tylko muzyki na żywo będzie w tej układance brakowało, przynajmniej przez jakiś czas. Na ratunek przychodzi płyta, która choć wyszła w styczniu, to w naszej części świata dobrze będzie się słuchać właśnie teraz.

Kontynuuj czytanie ▾
Buena Onda Reggae Club zespół z Brazylii
Fot. Fábio Ponce

Muszę poczytać trochę więcej o Brazylii. Mam w głowie tę myśl od jakiegoś czasu. Właściwie to o całej Ameryce Południowej. To przecież tam panuje jakieś ska szaleństwo (a przynajmniej tak to wygląda z mojej perpsektywy). Fakt, że sporo tamtejszych kapel gra w sposób, który nie do końca mi pasuje, ale muzyków siedzących w rudemakerowym klimacie też jest tam mnóstwo. Chociażby instrumentalny Buena Onda Reggae Club. – Inspirujemy się takimi zespołami jak The Skatalites i Hepcat, ale na naszej płycie usłyszycie też dużo wpływów brazylijskich i latynoskich – napisał mi Cauê Vieira, saksofonista grupy. I ja ten styl kupuję!

Buena Onda Reggae Club

Zespół Buena Onda Reggae Club powstał w 2016 roku. Tworzą go muzycy z São Paulo w Brazylii i przemysłowego regionu ABC, który leży w jego okolicach. Członkowie kapeli wywodzą się z tamtejszej niezależnej sceny muzycznej i są związani między innymi z jazzowo-funkową Nomade Orquestra, funkowo-soulową Black Mantra i reggae’owymi Leões de Israel czy Ba-Boom. W składzie znaleźli się: Marcos Mossi (gitara), Victor Fão (puzon), Kiko Bonato (klawisze), Eduardo Marmo (bas), Rodrigo Ribeiro (trąbka), Felipe Guedes (perkusja) oraz Cauê Vieira (saksofon i flet).

Koncert Buena Onda Reggae Club
Fot. Fábio Ponce

Każdy z członków wniósł do tego klubu z fajnym reggae swoje doświadczenie i inspiracje, które przekładają się na brzmienie zespołu. Ska, reggae, rocksteady i dub łączą się tu z salsą, jazzem, afrobeatem oraz muzycznymi tradycjami Brazylii i Karaibów tworząc spójną całość. Wsłuchiwanie się w ich utwory i wyłapywanie różnych smaczków daje bardzo dużo przyjemności.

Pierwszą płytę, „Buena Onda”, Brazylijczycy wydali w 2017 roku. Wyprodukował ją Pedro Lobo. Znajdziecie ją na Bandcampie i Spotify. To dobry album, ale kolejny jest moim zdaniem dużo lepszy. Już singlowa „A Ilha” zapowiadała, że warto będzie sięgnąć po całość.

Buena Onda Reggae Club – II

Bardzo lubię, kiedy płyta zaczyna się mocnym strzałem. I chyba jestem w większości, bo widzę, że często doradza się artystom takie rozwiązanie. Nie tylko z powodów komercyjnych, ale też ze względu na technologię odtwarzania płyt w gramofonie (co tyczy się rzecz jasna wydawnictw winylowych, bo na płycie CD i w wydaniach cyfrowych nie ma to znaczenia). Rzecz nie w tym, żeby zawsze pierwszy był singiel, który mogłam usłyszeć już wcześniej. Chodzi mi raczej o to, żeby już pierwsze nutki trafiały prosto w serce (podobnie mam z koncertami i lubię, kiedy zaczynają się z przytupem). Oczywiście, zdarza się, że jestem zawiedziona drugą i kolejnymi piosenkami, ale to na szczęście nie jest ten przypadek. Druga płyta Buena Onda Reggae Club nie ma słabych momentów, a „A Luta Continua” to świetny wybór na początek tracklisty. Nóżka chodzi od samego początku, ramiona same się bujają, a uśmiech na twarzy robi się jeszcze większy, kiedy okazuje się, że momentami piosenka z dalekiej Brazylii brzmi jak swojskie „W Moim Ogrodzie” DAABu.

Kolejne utwory też mnie zachwycają i miałabym problem ze wskazaniem tego jednego, ulubionego. W „Bro Song” na melodyce gra Victor Rice, odpowiedzialny za produkcję płyty, ale do tego jeszcze wrócę. Fantastyczny „Chuck Tarantino” to zdaje się wyraz ciepłych uczuć, które muzycy Buena Onda żywią do twórczości Chucka Norrisa i Quentina Tarantino. „Rocksteady Para Você” buja bardzo przyjemnie, a do tanecznych wygibasów polecam „Na Surdina”. Z kolei „Song For Rollins” świetnie sprawdzi się na koncercie w roli utworu, w którym saksofonista i klawiszowiec popisują się swoimi umiejętnościami przed rozgrzaną publicznością (trochę jak w tym klipie, chociaż klawisze są trochę za cicho, nie słychać też entuzjastycznych okrzyków spod sceny, dlaczego?). Zresztą co ja tu będę wypisywać, najchętniej posłuchałabym na żywo cały albumu i poprzedniego także, ale nie na festiwalowej scenie, tylko w jakimś małym, dusznym klubie (kiedy, ach kiedy będzie to możliwe?).

Buena Onda Reggae Club nagrywali swoją drugą płytę w zeszłym roku. Wspominałam już, że współpracowali z Victorem Ricem. Lepszego producenta nie mogli wybrać. Nie dość, że to bardzo utalentowany muzyk i inżynier dźwięku, laureat Grammy i ważna postać w świecie miłośników staroszkolnej jamajszczyzny, to na dodatek człowiek, który sam poszukuje idealnego połączenia brazylijskiej samby i jamajskiego rocksteady. Myślę, że jego ucho bardzo się w tym projekcie przydało, a płyta brzmi świetnie. Victor przygotował też dubowe wersje wszystkich utworów. Ostatecznie zdecydował, że na płytę trafi zdubowana „A Luta Continua”, ale jak zdradził mi Cauê Vieira, zespół ma w planach wydanie dubowej wersji całej płyty.

Bardzo się cieszę, że „II” wyjdzie także na winylu. Nie tylko ze względu na muzykę, ale też na okładkę w stylu retro, którą zaprojektował ilustrator, Edson Ikê. Niestety, pandemia zmusiła muzyków do przełożenia tego planu. Przed jej wybuchem zapowiadali także, że będą wypuszczać swoje utwory nagrane we współpracy z innymi artystami, między innymi z pochodzącą z Gwadelupy wokalistką Maliką Tirolien. Na to wszystko będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, ale Buena Onda Reggae Club nie próżnują i w czasie izolacji przygotowują dla swoich fanów smakowite kąski. Znajdziecie je na ich kanale w serwisie YouTube.

 

Dyskusja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *