FestiwaleWywiady

Gdańsk Ska Jamboree vol. 4, czyli ska w stoczni

Ostatnie dwa lata minęły nam pod znakiem koncertowej i festiwalowej posuchy. W kraju odbyło się niewiele muzycznych imprez w klimacie, a wyjazdy zagraniczne były i są utrudnione. Światełkiem w tym tunelu jest czwarta edycja Gdańsk Ska Jamboree.

Kontynuuj czytanie ▾
Plakat festiwalu Gdańsk Ska Jamboree

Późną jesienią znów będzie można posłuchać w Polsce ska. Po zeszłorocznej przerwie spowodowanej lockdownem Gdańsk Ska Jamboree wraca do festiwalowego kalendarza. Z nowym line-upem (tego planowanego na rok 2020 nie dało się zrealizować), w nowym miejscu (tym razem impreza odbędzie się w klubie B90), ale organizowany przez tę samą ekipę i z tym samym zapałem. Posłuchajcie, jak o pracy nad festiwalem opowiadają Katarzyna Banucha i Justyna Roś.

 

Magdalena Miszewska: Gdańsk Ska Jamboree odbędzie się już 27 listopada. Jak wasze nastroje i stan prac?

Katarzyna Banucha: Prace postępują. Jesteśmy w tej chwili na etapie dogrywania wszystkiego technicznie w klubie. Za chwilę oddamy wszystko innym osobom i to od nich wiele będzie zależało. Mamy lekki stres. Wiesz, jak się organizuje duże imprezy. Wydaje nam się, że pociągamy za wszystkie sznurki, a zawsze jakiegoś możemy nie złapać. Ale jesteśmy dobrej myśli.

MM: A w którym momencie ten stres ustępuje? Kiedy jako organizatorzy stwierdzacie, że zrobiliście wszystko, co było do zrobienia, a reszta jest już w rękach losu? Kiedy ostatni zespół schodzi ze sceny czy może wcześniej?

KB: Jak schodzi ostatni zespół, to wtedy wiemy, że wszystko zagrało jak trzeba.

Justyna Roś: U mnie ten moment przychodzi wcześniej, kiedy wszystko zaczyna się dziać. Kiedy skończą się próby i pierwszy zespół zacznie grać, to już wtedy ten stres staje się takim totalnym działaniem.

KB: A ja jeszcze wtedy obliczam różne rzeczy i dopiero jak mi się wszystko zgodzi, to stwierdzam, że jest ok.

JR: Jak nam się kasa zgodzi, bo z tym mamy zawsze problem (śmiech).

KB: Najfajniejsze jest to, że robimy to dla środowiska, które nas nigdy nie zawodzi, jest bardzo wyrozumiałe i jeżeli coś nie zagra, to myślę, że nikt nie będzie miał do nas wielkich pretensji. Bo jednak trzeba pamiętać, że robimy to w naprawdę bardzo małym składzie, a przedsięwzięcie jest coraz większe. Przenosimy się do dużo większego klubu. Będziemy tam gościć pierwszy raz, więc jest parę niewiadomych. Natomiast cieszymy się, bo klub ma renomę bardzo profesjonalnego. Jest duży, jest przygotowany na jakieś ewentualne trudności covidowe. Nawet gdybyśmy mieli jakieś ograniczenia liczbowe dotyczące frekwencji, to klub jest w stanie po prostu wszystkiemu podołać. To na pewno też nam troszeczkę ściąga problemów z głowy.

JR: Też tych organizacyjnych, bo nie musimy się już teraz martwić o wszystko. Wiemy, że pomogą nam profesjonaliści, że zajmą się pewnymi takimi technicznymi sprawami.

MM: O nowym miejscu pewnie jeszcze porozmawiamy, ale powiedzcie mi, czy w ciągu ostatnich dwóch lat przeszła wam przez głowę myśl o rezygnacji z festiwalu? W 2019 roku impreza odbyła się w wersji odchudzonej, jednodniowej. W zeszłym roku wiadomo, co się działo, nie odbyła się wcale. Niektórzy zastanawiali się, czy to nie będzie koniec Gdańsk Ska Jamboree. Czy wy też mieliście takie obawy, czy jednak ta wiara, że uda się tę imprezę dalej organizować cały czas gdzieś w was była?

KB: Nie, wiara była.

JR: Wiara była cały czas. My chyba dopiero się rozkręcamy (śmiech).

KB: Wiesz co, mamy cały czas takie poczucie, że nawet gdybyśmy mieli jakąś taką myśl haniebną, żeby rzucić to wszystko, bo jednak jest to za duży wysiłek i za duże ryzyko, to wiemy, że środowisko by nam po prostu nie pozwoliło tak łatwo się poddać.

JR: Na pewno byśmy wymyślili jakąś inną formułę, jeżeli ta by się naszym zdaniem nie sprawdzała, czy byłaby pod różnymi względami zbyt ryzykowna. Coś byśmy zrobili, żeby się jakoś spotykać ze środowiskiem. Różne plany mieliśmy, prawda?

KB: Tak. Magda, wspominałaś też, że poprzednio spotkaliśmy się w takiej odchudzonej wersji. Niestety, w tym roku dalej utrzymujemy jednodniowy festiwal, ale to absolutnie nie oznacza, że przestaliśmy pieścić tę myśl, żeby jednak był dwudniowy. Chcielibyśmy, żeby to była taka okazja, żeby tutaj zjechać, żeby się sobą nasycić, żeby skosztować w ogóle Gdańska jako miejsca. Zwłaszcza że teraz mamy wyraźnie wsparcie miasta i finansowe i formalne. Dzięki temu możemy w ogóle o czymkolwiek myśleć. Liczymy też na to, że jeśli dowiedziemy miastu, że jesteśmy rzetelnym wykonawcą i beneficjentem, to z czasem będziemy mogli robić imprezę dużo większą niż teraz. Mamy perspektywę przede wszystkim i to nas najbardziej napędza, bo wiemy, że jeżeli się postaramy, pokażemy, że nawet w takich trudnych warunkach jesteśmy w stanie działać, to przekonamy do siebie ludzi, decydentów i to zaowocuje. A bardzo byśmy chcieli przetrwać, bo sama wiesz, jak wygląda historia jakichś festiwali ska w Polsce. Zawsze kończyły się mimo wszystko na jakiejś jednej, dwóch edycjach, bo trudno jest to pociągnąć. To są za duże koszty i za dużo energii to zjada, żeby móc to robić bez żadnego wsparcia.

JR: Myśmy się chyba świetnie dobrali jako ekipa, Kasia, Maciek i ja, bo potrafimy się jakoś motywować i dogadywać.

MM: Historia polskich festiwali ska jest raczej smutna, to fakt. Trzy razy odbył się Ostróda Ska Reggae Stomp, pozostałe imprezy kończyły się po pierwszej edycji, więc Gdańsk Ska Jamboree będzie od tego roku rekordzistą. Czy pytacie siebie czasem, czy faktycznie jest dla kogo to robić?

JR: Jest dla kogo i chcemy, staramy się też ściągać zespoły z zagranicy. Oczywiście w miarę naszych możliwości finansowych i teraz jeszcze covidowych. Wiemy, że jest komu prezentować te zespoły. Bardzo byśmy chcieli też odkrywać dla niektórych polskich fanów niektóre zespoły, żebyśmy się nie zamykali, żeby środowisko nie zamykało się muzycznie. Tutaj chyba widzimy taką naszą przyszłość. Obserwujemy też, że niektóre zespoły po naszych festiwalach reaktywują się, więc cały czas jest taka nadzieja, że to będzie gdzieś tam kwitło, rozwijało się.

KB: Zespoły zagraniczne, które do nas przyjeżdżają, bardzo, bardzo doceniają to, że my walczymy z przeciwnościami i staramy się utrzymać ten festiwal przy życiu. To, że mamy teraz znowu The Magnetics na festiwalu, to tak naprawdę ich inicjatywa. Oni marzyli o tym, żeby znowu do nas wrócić. I to jest super, że oni pojechali gdzieś tam w świat i opowiadali o tym, jak rewelacyjnie jest w Polsce, jaki świetny festiwal jest organizowany w Gdańsku. Gdzieś tam to się rozchodzi w środowisku muzyków i liczymy na to, że już niedługo to będzie standardem, że zespoły chcą u nas grać.

MM: Bottle Of Moonshine, którzy grali podczas tej samej edycji co The Magnetics, też byli zachwyceni festiwalem w Gdańsku.

JR: Cały czas o nich myślimy. My ich kochamy.

KB: Tak, bo to była taka wielka miłość, moja i Justyny, i wielkie marzenie, żeby ich zaprosić. Byłyśmy przybite, kiedy powiedzieli, że już nie grają. A potem, kiedy przyszedł mail od nich, że jednak na ten jeden koncert znowu się spotkają i że wokalistka przyjedzie specjalnie z RPA, to było jak spełnienie marzenia.

JR: Sam koncert tak, ale też było świetne, kiedy napisali po festiwalu, że ok, rozpadli się, koniec, ostatni koncert, ale jeżeli byśmy kiedyś jeszcze chcieli, to że możemy się odezwać. Zostawili taką nadzieję, że może jeszcze kiedyś ich usłyszymy. To dodaje skrzydeł dużo, prawda?

KB: Oczywiście. Przy tym mnie na przykład osobiście bardzo kręci to, co ze ska można zrobić. Że to może być właśnie ska punk, a jednocześnie jakieś ska latino, ska jazz. Jest tak wiele możliwości, tak wiele zespołów.

JR: I my chcemy to pokazać innym.

KB: Tak, tak. Po prostu mamy nieprzebrane możliwości. Jedyne, co nas na razie ogranicza, to finanse. Bo plany mamy dalekosiężne, marzymy o tym, żeby ściągać zespoły z Ameryki Południowej czy ze Stanów. No ale na razie to jest zdecydowanie poza naszym zasięgiem. Taką metodą krok po kroczku staramy się do tego dotrzeć. Przeszkodą jest też to, że mamy swoje lata, swoje jakieś zobowiązania. Justyna z Maćkiem mają teraz małą córeczkę i to wszystko jakoś tam odciąga od robienia tych rzeczy, które robimy, dlatego że chcemy, a nie dlatego że musimy.

JR: Z drugiej strony jakoś nawzajem się motywujemy.

KB: I nie odpuszczamy. Cały czas mamy nadzieję, że po prostu w pewnym momencie będziemy robić line-up marzeń i nie będziemy musieli ciągle jakoś ograniczać się terytorialnie i martwić.

JR: Że będziemy tym festiwalem, który działa, jest takim stałym punktem programu dla fanów ska. Że każdy wie, że będziemy istnieć, a nie będziemy się zastanawiać, kiedy padniemy.

KB: Chcielibyśmy też może nawet myśleć o jakiejś kiedyś edycji letniej, kto wie. Na razie trzymamy się kurczowo zimy, bo to jest taki termin, który wrósł w świadomość przynajmniej polskich fanów i jest nam po prostu chyba w jakiś sposób łatwiej organizować festiwal teraz, o tej porze roku.

MM: To teraz czas na to, co najprzyjemniejsze. Opowiedzcie, co w tym roku wydarzy się podczas Gdańsk Ska Jamboree i kto zagra poza The Magnetics.

JR: Powiem może w kolejności, w jakiej będą występować. Jako pierwszy zagra zespół z Gdańska, z Trójmiasta, Majestic. Majestic istnieje już długo. Mieli przerwę w koncertowaniu, reaktywowali się, po czym nastała pandemia, czyli za bardzo nie mieli okazji podziałać. Wiem, że cały czas się rozwijają. Maciek rozmawiał z nimi chyba parę dni temu i byli w trakcie nagrywania teledysku. Jesteśmy bardzo ciekawi, jak zagrają, bo bywaliśmy na ich koncertach, ale siedem, osiem lat temu.

KB: A teraz będzie nowy materiał, nowa energia.

JR: Potem zagra Kompromitacja z Zakopanego. Taki bardziej ska punk. Oni przyjeżdżają…

KB: … bo chcą zagrać na festiwalu. To też pokazuje, że ludzie potrzebują takiej sceny, żeby się pokazać szerszej publiczności. Bo często jest tak, nie możemy tego ukrywać, że my nie mamy co zaoferować naszym wykonawcom, a oni i tak przyjeżdżają. I chcą przyjeżdżać.

JR: Tak że zobaczymy Kompromitację, będzie pewnie dużo energii. Przyjeżdża… Przyjeżdża… Tramwajem chyba (śmiech). Wersja De Lux, czyli też zespół trójmiejski, gdyńsko-gdański. Mają obecnie dwie wokalistki. Cały czas grają, teraz nagrywają płytę. W tej pandemii w ogóle nie tracili czasu, ciągle coś tam komponowali. Mają coś takiego fajnego, takie brytyjskie brzmienie gdzieś tam w środku. Te głosy dziewczyn też są ekstra. Po nich właśnie zagrają The Magnetics, o których już rozmawiałyśmy.

KB: Też mają nowy materiał i mają także poszerzony skład. Poprzednio grali u nas bez dętego instrumentu, teraz będą taki mieli, więc pokażą coś nowego. A wisienką na torcie będzie Blechreiz z Niemiec. Ja nie widziałam ich nigdy na żywo, natomiast ci, którzy widzieli, twierdzą, że jest to petarda koncertowa i ciężko ich poskromić.

JR: Mają sto lat, ale skaczą, jak by mieli piętnaście.

KB: Jako takie wykończenie tego cymesu wystąpią 6T’s Club ze swoimi setami didżejskimi. W B90 będzie można zatańczyć się w na śmierć.

MM: Taaak, publiczność Ska Jamboree zostaje w klubie jeszcze długo po ostatnim koncercie. Jeżeli ktoś nie był jeszcze na tej imprezie, to musi się przygotować na to, że trudno z niej wyjść wcześnie.

JR: W tym roku jestem przekonana, że nie zabraknie alkoholu w barze. Bo mieliśmy już takie sytuacje, że bar był pusty, a wszyscy jeszcze chcieli się bawić (śmiech).

KB: Jeżeli chodzi o przygotowanie klubu i o to, czy wszyscy zostaną zaspokojeni w swoich potrzebach, to jesteśmy pewne, że będzie dobrze. Bardzo się z tego cieszymy.

JR: Oczywiście odbędzie się kiermasz, który co roku organizujemy. On będzie też jakoś fajnie wkomponowany w klub. Klub w ogóle się rozbudował w czasie pandemii. Teraz mają przytulną antresolę z widokiem na scenę. A kiermasz będzie na dole i będzie rękodzieło, będzie można kupić koszulki, obrazy, badziki, płyty. Będzie też pewnie jakiś element pchlego targu.

KB: Od razu zapraszamy, jeżeli ktoś ma ochotę wystawić jakieś płyty czy odzież i sprzedać podczas festiwalu, to będzie dla niego miejsce.

JR: Zaczynamy w ogóle całą imprezę takim nieoficjalnym biforem, o którym mogę powiedzieć. Już dwa lata temu była taka inicjatywa. Przez to, że festiwal był jednodniowy, to stwierdziliśmy, że niektórzy przyjeżdżają z daleka, chcą jeszcze też porozmawiać, wspólnie się spotkać wcześniej. W Screen Pubie, który również nas wspiera, będzie takie spotkanie.

KB: Zapraszamy wieczór wcześniej, w piątek do Screen Pubu na gdańskiej Zaspie i tam będzie okazja, żeby się przygotować do soboty.

JR: Wszystkich muzyków kładziemy w jednym hostelu. Zawsze to praktykujemy. Chcemy, żeby to była jakaś taka fajna przestrzeń. Tam też są pewnie wolne miejsca. Jeżeli ktoś ma ochotę, może spać razem z muzykami w Olympic Hostelu.

KB: To jest bardzo blisko klubu, więc jeżeli ktoś ma chęć…

JR: …zintegrować się i zjeść z nimi śniadanie.

KB: I szuka jeszcze jakiegoś przytuliska, to polecamy to miejsce.

MM: Myślę, że ci, którzy rozważają przyjazd do Gdańska wiedzą już chyba wszystko o planowanych atrakcjach, ale czy jeszcze jakieś ważne kwestie powinnyśmy poruszyć odnośnie tegorocznego festiwalu?

KB: Myślę, że wiele osób nurtuje kwestia związana z pandemią. Padały pytania o to, czy będziemy wpuszczać tylko osoby zaszczepione, czy nie. Na ten moment absolutnie nie planujemy jakiejś weryfikacji, ale musimy się liczyć z tym, że do 27 listopada zajdą jakieś zmiany. Uczestnicy będą musieli nam wybaczyć, jeżeli coś takiego zaistnieje, bo to nie będzie od nas zależało. Natomiast Gdańsk jest bardzo dobrze wyszczepiony, my jako ekipa Gdańsk Ska Jamboree też jesteśmy zaszczepieni, również cała ekipa z klubu. I tak jak już wspominałyśmy wcześniej, klub jest naprawdę gigantyczny i nie spodziewamy się jakiejś zabójczej frekwencji, chociażby dlatego, że uczestnicy z zagranicy na pewno nie dopiszą tak, jak byśmy sobie tego życzyli. W klubie na pewno da się rozproszyć tak, żeby każdy czuł się bezpiecznie. Oczywiście ci, którzy będą chcieli bawić się pod sceną, wspólnie pocić, skakać, będą mogli to robić. Ale osoby, które będą wolały zachować dystans, również będą miały gdzie się schować. Mamy oczywiście świadomość tego, że jest to klub wielki i że Gdańsk Ska Jamboree jeszcze nie ma takiej publiczności, która by tę halę wypełniła. Być może powstanie taka atmosfera, że jest nas mniej niż więcej, natomiast akurat teraz w dobie covidu to będzie walor, tak myślimy. A też liczymy na to, że prędzej czy później uda nam się zapełnić tę salę. Chcemy zostać przy tym klubie też ze względu na to, że tam jest świetny stoczniowy charakter.

JR: W Gdańsku nie da się lepiej. I cały czas zostajemy w tej stoczni, przy której od początku obstawaliśmy, że tam chcemy robić festiwal.

KB: Tak, zawsze podkreślaliśmy, skąd pochodzi ska, związek ska ze stocznią, bo myślę, że to dla Gdańska, miasta stoczniowego, jest ważne. Bardzo się cieszę, że miasto również się tym interesuje. Czujemy się coraz bardziej swojsko tutaj z tym festiwalem. Wiemy, że to jest dobre miejsce, żeby go robić, że ta historia właśnie taka stoczniowa, dokerska, która gdzieś tam stoi za rozwojem ska w Europie, że to wszystko się klei i że jesteśmy tutaj u siebie.

 

Gdańsk Ska Jamboree vol. 4 odbędzie 27 listopada w klubie B90. Zagrają: Majestic, Kompromitacja, Wersja De Lux, The Magnetics i Blechreiz. Szczegółowe informacje znajdziecie na facebookowej stronie wydarzenia.

Przed wyjazdem zerknijcie też na naszą recenzję drugiej edycji festiwalu.

Dyskusja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *