Recenzje

The Dendrites – Mountain Standard Time

Dawno nie miałem już do czynienia z w pełni instrumentalnym albumem, który wyszedłby od zespołu o nazwie pozostającej zagadką. Tym bardziej zainteresowała mnie nowa pozycja dostępna w katalogu Megalith Records. The Dendrites.. trzeba od razu przyznać, że nigdy wcześniej nie zetknąłem się z tą kapelą, a nawet znaczenie jego nazwy, przed sprawdzeniem w internecie nie było całkiem oczywiste. W tym miejscu, zanim padną jakiekolwiek argumenty, należy zaznaczyć, że mimo iż Dendrites w gruncie rzeczy dopiero raczkują na scenie, nie ma żadnych powodów, dla których można by beztrosko sobie odpuścić ich pierwszy w dorobku album 'Mountain Standard Time'.

Kontynuuj czytanie ▾

To nie jest pierwsza lepsza kapela próbująca swoich sił, w nadziei że może akurat się uda. Repertuar jaki sobie wybrali też nie jest przypadkowy, a i poziom techniczny z jakim wzięli się do rzeczy pozwala sądzić, że swoje rzemiosło traktują zupełnie poważnie. Siedmioosobowy komplet muzyków z Denver, Colorado, nawet jeśli w wielu miejscach mocno przypomina rozmaitych starszych kolegów z całego świata, zdecydowanie potrafi zagrać tak, by nie zapaść w pamięć jako bezmyślna kalka. Ci amerykańscy muzycy mimo dość oczywistych inspiracji potrafili stworzyć swój oryginalny styl, w którym brzmienie tradycyjnego ska The Skatalites miesza się ze ska-jazzowymi aranżacjami NYSJE, a jednocześnie ma w sobie coś z energii Aggrolites i pewnej tajemniczości albumu ‚Fantasia’ TSPO zarazem. Może to zbyt daleko posunięte dywagacje, ale mimo pewnych, widocznych gołym okiem różnic, jestem w stanie całkiem nieźle wyobrazić sobie warszawskich The Bartenders idących właśnie w podobnym kierunku.

Nie chcę wdawać się tutaj w szczegółowe opisy kolejnych numerów, może lepiej niech każdy sam odkryje co najbardziej cieszy go w tych nagraniach, jednak z całą pewnością chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczegół który coraz rzadziej jest widoczny na współcześnie wydawanych płytach. Mam tu na myśli tytuły kolejnych utworów, a przynajmniej dużej ich części. Wciąż nie jestem pewien, czy to po prostu podstępna siła autosugestii, czy rzeczywiście nazwy nadane piosenkom tak doskonale oddają ich charakter, ale szczególnie numery ze środka płyty: ‚Interplanetary Space Sex’, ‚Maiden Voyage’, ‚The Hero In Charlie’, ‚Street Walkin’ (ewidentnie inspirowane utworem ‚Street Drinking’ brytyjskich The Articles), czy trzecie na krążku ‚Murder Mystery Weekend’ zdają się fantastycznie opowiadać historie zawarte w swoich tytułach.

Mam pewne wątpliwości, czy każdy od razu zapała wielką miłością do ‚Mountain Standard Time’. Szczególnie jak na debiutancki krążek może wydać się zbyt przekombinowany w swojej mnogości inspiracji. Z drugiej jednak strony czuć, że zespół gra nie od wczoraj, a od 2003 roku i zdaje się doskonale znać cele jakie mu przyświecają. Ta świadomość i pewność obranej drogi również jest słyszalna w nagraniach, jednak dopiero po kilku przesłuchaniach. Kawałki takie jak nieco dubowe ‚MMGF Dub’ z partiami gościnnego fletu, ‚Tahitian Noni Juice’ i nie wiem czy nie najciekawsze w tym dziesięciopunktowym zestawieniu ‚Press’, o zapadającej głęboko w pamięć linii melodycznej, sprawiają że do płyty wciąż chce się wracać. Za każdym razem nabiera też ona wtedy coraz bardziej własnego, indywidualnego stylu. Po tym 40 minutowym instrumentalnym secie nawet kojące, jedenaste, a zarazem bonusowe ‚Trouble’ z niespodziewanym wokalem wydaje się być spójną częścią dopracowanej całości, którą z czystym sumieniem gorąco wszystkim polecam.

KategorieRecenzje
Przedsięwzięcia

Dyskusja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *