Wydaje nam się, że dobrze jest czasem pojechać na jakiś koncert albo festiwal. Dlatego piszemy o nich w dziale Wydarzenia. Przyglądamy się przede wszystkim Polsce i Europie, ale nie mówimy nie imprezom z reszty świata.
Czechy to nieduży kraj, ale aktywności na polu krzewienia muzyki ska można im pozazdrościć. Nieustające wizyty gwiazd światowych mniejszego i większego formatu, fakt, że głównie w Pradze, liczne festiwale oraz liczba zespołów rodzimych, koncertujących i wydających płyty, robi wrażenie. Wielu wykonawców z tego kraju zdobyło należną im pozycję w Europie i poza nią, nagrywając swoje płyty dla renomowanych wytwórni. Dwie z topowych tamtejszych kapel mieliśmy przyjemność oglądać we Wrocławiu w ramach imprezy o wdzięcznej nazwie Czech Republic Ska Night, będącej częścią odbywającego się w tym mieście Festiwalu Wyszehradzkiego.
Ekipa tworząca festiwal Mighty Sounds sprawiła wielką przyjemność wszystkim fanom dobrej muzyki zapraszając na jesienną, klubową edycję tej imprezy. Nie pozostało nic innego jak z zaproszenia skorzystać. Mimo, że dzień wcześniej Aggrolites we Wrocławiu, a jeszcze jakaś praca w między czasie, nieco spóźniony pojawiłem się w Lucernie. Co ciekawe, towarzystwo jadące samochodem przybyło jeszcze później. Można by w związku z tym ukuć hasło reklamowe – „Jadąc koleją możesz zapomnieć o poimprezowym zmęczeniu” :-).
Nie co dzień w naszym kraju goszczą gwiazdy światowego formatu, a już na pewno nie w wydaniu dwu koncertowym. Kiedy więc okazało się, że tej jesieni Aggrolites planują zagrać w Warszawie i Wrocławiu, pozostała już tylko niezbyt problematyczna kwestia zapewnienia sobie odpowiedniej ilości wolnego czasu w dniach 23-24 września.
Dwudniowy festiwal zapowiadał się jako ciekawe wydarzenie artystyczne. Jego wcześniejsze edycje jesienno-zimowo-wiosenne, które odbywały się w poprzednich latach w różnych miejscach Pragi, co prawda w mniejszej skali, również dobrze wróżyły przedsięwzięciu.
Zachęcony bardzo pozytywnymi opiniami po warszawskim koncercie Izraelczyków, postanowiłem urlop rozpocząć od wycieczki do Pragi. Tam koncert miał miejsce w ramach cyklicznej imprezy znanej pod nazwą HuLiDi. Jest to skrót od trzech słów: hudba, literatura, divadlo, których znaczenia chyba nie muszę tłumaczyć.
8 lipca 2008 miał być dniem przez duże D, gdyż tego dnia mieliśmy zobaczyć na żywo legendę reggae, Tootsa Hibberta wspomaganego muzycznie przez zespół The Maytals, czyli Toots and The Maytals! Muzycy zostali zaproszeni na festiwal Reggaeland w Płocku, ale ze względu na zbieżność czasową tegoż z Potsdamer Ska Festiwalem, na którym nam bardzo zależało, postanowiliśmy zrobić mały przystanek w wakacyjnej wyprawie i obejrzeć Tootsa we Francji.
Summer Ska Punk Explosion po raz czwarty zagrał w maleńkiej, pięknie położonej wiosce, zagubionej gdzieś w południowych Czechach. Z roku na rok impreza coraz bardziej się rozrasta i obecnie jest jednym z największych, jeśli nie największym, tego typu festiwalem w Europie.
Tak się fantastycznie wręcz złożyło, że w ramach tegorocznej, trzeciej już edycji płockiego festiwalu Reggaeland zawitał nad Wisłę nikt inny jak sam Frederick „Toots” Hibbert ze swoim bandem the Maytals. Oczekiwania były duże, zważywszy swego rodzaju kultową, czy może legendarną aurę towarzyszącą postaci, która właściwie jest jednym z inicjatorów całego nurtu muzycznego zwanego reggae, wydarzenie naprawdę miało charakter najwyższej rangi. Tym bardziej słuszną decyzją było zjawienie się w Płocku dwunastego lipca, a więc drugiego dnia festiwalu.
Mili Państwo, nie co dzień odwiedzają nasz kraj jakiekolwiek zespoły z Izraela, a już na pewno nie takie, które grają ska. Wobec powyższego kiedy w Warszawie zapowiedziany został koncert Hoodska Explosive nie było innego wyjścia jak zjawić się w klubie 55 i przekonać co zaproponują panowie z Tel-Avivu.
Tak się fortunnie złożyło, że w tym roku udało mi się po raz pierwszy zawitać na czeskim festiwalu „Mighty Sounds” (to już jego czwarta edycja). Prawdę mówiąc nie miałem do tej pory okazji uczestniczyć w żadnej festiwalowej imprezie organizowanej przez naszych południowych sąsiadów, nie do końca wiedziałem więc czego się spodziewać.
Dziedziniec renesansowego zamku, pięknie położonego nad brzegami Łaby, już po raz dwunasty wypełnili fani muzyki ska, spragnieni swoich ukochanych dźwięków, spotkań z dawno niewidzianymi znajomymi czy po prostu dobrej, niczym nieskrępowanej zabawy. Ponieważ w tym roku impreza kolidowała z koncertem Ska Cubano we Wrocławiu, mogłem wziąć udział tylko w drugim dniu festu.
Druga edycja festiwalu Wroc Love Summer Stage upłynęła pod znakiem żenująco niskiej frekwencji. Podobnie zresztą jak w roku ubiegłym. Zupełnie nie rozumiem tej sytuacji. Dobra organizacja, niedrogie bilety i znakomity program, a ludzie nie przyszli. Nie ma co, dla organizatorów koncertów Wrocław to nie jest najlepsze miejsce w Polsce. Niech żałują ci, którzy wybrali inną opcję na spędzenie pierwszego wakacyjnego weekendu.
Z nieukrywaną radością ogłaszamy wszem i wobec, że efektem wielomiesięcznych starań znanego w pewnych kręgach organizacyjnego cudotwórcy, już tegorocznej jesieni zawitają do naszego kraju jedyni i niepowtarzalni… The Aggrolites.
Zespół z Los Angeles już niejednokrotnie koncertował w Europie, jednak tak się zadziwiająco złożyło, że wszelkie jego trasy beztrosko omijały Polskę, skazując tutejszych fanów na zagraniczne wojaże i muzykę z odtwarzacza. No more! Tym razem Jesse i spółka zagrają u nas aż dwa koncerty, 23 września w znanym z imprez tej klasy, warszawskim CDQ, a dzień później we Wrocławiu, w klubie Łykend.
Nie ma nic przyjemniejszego, niż wybrać się w daleką podróż na koncert zespołu, którego nie zna się zupełnie, poza jakimiś internetowymi próbkami, i trafić w dziesiątkę. Tak zdarzyło się tym razem. Decyzję o wyjeździe podjąłem dosłownie w ostatniej chwili. I nie żałuję.
Parasolki są zespołem bardzo lubianym w Polsce. Oni także lubią grać w naszym kraju, co już niejednokrotnie czynili. Szczególnie upodobali sobie Wrocław, gdzie mają grupę oddanych fanów i zawsze są gorąco przyjmowani. Tak było również tym razem.
Leningrad należy do moich ulubieńców. Swego czasu przegapiłem ich koncert w Czechach. Teraz nie mogłem odpuścić, mimo że, jakby się mogło początkowo wydawać, bilety do najtańszych nie należały. Przypuszczałem, że poza mną na sali będzie garstka ludzi. Błąd. Duży klub szczelnie wypełnili fani zespołu, ukrywający się gdzieś dotąd nie wiadomo gdzie, którzy przez cały koncert szaleńczo balowali na parkiecie, znali teksty utworów i śpiewali je razem z zespołem.
Majówka w Pradze? Czemu nie. Ładna pogoda, piękne miasto, dobre piwo i ciekawy koncert. Nie pozostało nic innego jak udać się w drogę. A na miejscu był czas i na zwiedzanie miasta i na degustację kwaśnicowego piwa. Polecam. Wieczorem zaś trzeba było odszukać klub Bordo, w którym dotąd nie miałem przyjemności być. Miejsce bardzo ciekawe, położone blisko dworca głównego i o dziwo na piętrze, nie zaś, jak to zwykle bywa, w jakiejś piwnicy. W środku dwa bary, było więc gdzie i przy czym porozmawiać ze spotkanymi znajomymi z miasta nad Wełtawą.
The Toasters od 27 lat wciąż w najwyższej formie. I co najważniejsze, od jakiegoś czasu praktycznie każda ich trasa przebiega również przez Polskę. Tym razem odwiedzili Gdynię i Kraków. Ja wybrałem gród pod Wawelem. To był strzał w dziesiątkę.
Starość nie radość. Coraz trudniej przychodzi mi znosić takie wyjazdy. Ale zdecydowanie warto było. Zespół zupełnie nie znany, ale wystarczyło spojrzeć na skład w jakim Amerykanie mieli zawitać do Pragi, by podjąć jedynie słuszną decyzję. Toż to prawdziwa supergrupa.