Wydaje nam się, że dobrze jest czasem pojechać na jakiś koncert albo festiwal. Dlatego piszemy o nich w dziale Wydarzenia. Przyglądamy się przede wszystkim Polsce i Europie, ale nie mówimy nie imprezom z reszty świata.
Zima 2010 roku zapowiada się gorąco. Po raz kolejny przyjedzie do nas Dr. Ring Ding. Będzie to jego wcielenie soundsystemowe. Artysta wystąpi w towarzystwie BST Selecta z Lublina. W Krakowie będzie 15 stycznia gościem kolejnej edycji Ultimate Reggae Bash, a dzień później panowie zagrają w sosnowieckim klubie Soho. Co tu więcej mówić:
Podwórkowi Chuligani wybierają się na wycieczkę do naszych południowych sąsiadów. 18 grudnia wystąpią w Bratysławie w ramach 11. edycji imprezy o wdzięcznej nazwie Skamánia. Obok naszych zagrają na niej również Fast Food Orchestra (ska-CZ) i Skapela (skapunk-SK). Afterparty rozkręcą Ičo (Respect Vibration Soundsystem) i Junior (52nd St. System).
Monica Johnson, bardziej znana jako Doreen Shaffer, prawdziwa i jedyna „Queen Of Jamaica Ska”, lada moment rozpocznie europejską trasę ze znakomitym belgijskim The Moon Invaders. Dokładnie rok temu, w grudniu 2008, ukazała się na CD ich wspólna płyta Groovin’ With The Moon Invaders. W poniedziałek 14 grudnia br. wyjdzie winylowa wersja tego albumu w nowej szacie graficznej. Trasa koncertowa rozpocznie się 8 stycznia 2010 r. w szwajcarskim Fribourgu, zakończy 30 stycznia w niemieckim Halle. Redakcja RM rekomenduje położone najbliżej Polski – Pragę, Drezno i Berlin. Cała trasa na załączonym plakacie.
Jak co roku NYSJE zawita do Europy. Niestety trasa obejmuje tylko południową część kontynentu, zespół pierwszy raz odwiedzi Grecję. Miejmy nadzieję że wiosenno-letnia trasa będzie w bardziej interesujących nas okolicach.
Amerykanie są na scenie już od 20. lat. Z tej okazji we wrześniu ukazała się jubileuszowa płyta „Skaboy JFK: the Skankin' hits of the Cherry Poppin' Daddies”. Tytuł wiele wyjaśnia. Podobnie jak multiplatynowy album „Zoot Suit Riot: the Swingin' hits of…” z 1998 roku, płyta poświęcona jest wyłącznie jednemu stylowi. Tym razem Ska. Zawiera cztery nowe nagrania oraz kawałki z wcześniejszych wydawnictw. Zasada jest jedna. Są to tylko utwory ska. Stylistycznie od początków historii tego gatunku, poprzez 2 Tone, do trzeciej fali.
To naprawdę znakomita wiadomość. Hepcat, legendarny zespół ska/rocksteady z Los Angeles, wiosną 2010 roku przyjedzie na kilka koncertów do Europy. Jest jeszcze trochę czasu, by zacząć odkładać pieniądze i pomyśleć o wolnym w pracy lub szkole. Taka okazja prędko się nie powtórzy. Oto rozpiska koncertów:
28.03.10 D Berlin – SO36
30.03.10 D Hamburg – Grünspan
31.03.10 D Cologne – Underground
01.04.10 NL Amsterdam – Melkweg
03.04.10 UK London – Islington Academy
Największy w Europie festiwal reggae, który przez 16 lat odbywał się we włoskim Osoppo, w przyszłym roku zostanie przeniesiony do Hiszpanii. Powód? Oskarżenie organizatorów o ułatwienia w dostępie do narkotyków (chodzi szczególnie o marihuanę), a wszystko w związku z zaostrzeniem włoskiego prawa antynarkotykowego.
Chodzą słuchy, że dziwny ze mnie człowiek, żeby nie powiedzieć dosadniej dziwak. Co jakiś czas zaiwaniam do obcych landów na koncerty zespołów, o których nikt nigdy nie słyszał. Co zrobić, tak już mam. Tym razem do Pragi ściągnął mnie zespół o intrygującej nazwie Antwerp Gipsy-Ska Orkestra. I to był jedyny argument wyjazdu. Nawet nie pofatygowałem się, żeby sprawdzić ich dokonania na majspejsie. Ale rozczarowania nie było.
Będzie to druga edycja festiwalu pod nazwą MADNESS FESTIVAL.
Ideą festiwalu jest promocja młodych zespołów, które będą mogły pokazać się
szerszej publiczności u boku gwiazd z polski jak i za granicy. Tegoroczny festiwal będzie trwał dwa dni i wystąpi na nim dziesięć zespołów z czołówki polskiej sceny niezależnej, jak i młodych ambitnych zespołów, które mogą się pokazać szerszej publiczności.
Już po raz piąty w dniach 17.-19. lipca w Olší u Tábora w południowych Czechach odbędzie się największy ska-punkowy festiwal w Europie Środkowej. Mighty Sounds nie należy do imprez, w których programie dominują lokalne zespoły, co najwyżej okraszonym udziałem jednej czy dwóch zagranicznych gwiazd. MS stara się być festiwalem, gdzie najwyższej klasy zespoły z całego świata dostają dość miejsca dla zaprezentowania swojej twórczości, a czeskie kapele naprawdę muszą się postarać, by sprostać konkurencji. Na siedmiu scenach zaprezentuje się 150 zespołów, ok. 100 dj’s, wielka ilość teatrów czy performerów.
Trzeci weekend maja w Warszawie zapowiada się jako prawdziwa sensacja, jakiej dawno u nas nie było. Trzy dni, sześć muzycznych ekip, cztery miejsca i jedna misja… SKA! Warszawscy muzycy w zarówno znanych jak i zupełnie świeżych składach i gość z zagranicy, czyli nikt inny jak sami Kingston Kitchen z Dr. Ring Dingiem na czele. Piątek, sobota i niedziela pod hasłem „NON STOP SKA WEEKEND”, po brzegi wypełnione brzmieniami prosto z Jamajki.
Francuzi z Lyonu po raz kolejny przyjechali do Polski. Tym razem, w ramach trasy promującej najnowszą, dopiero co wydaną płytę La belle etoile, odwiedzili Zieloną Górę. Zespół miałem już okazję kilka razy oglądać i co ciekawe, każdy koncert był zupełnie inny. Zielonogórski również. Wśród współuczestników wyprawy do polskiej stolicy wina, wrażenia były mieszane. Większość koncert nieco rozczarował, o czym można przeczytać na forum Rudemakera. Ja należę do grupy zadowolonych. Dlaczego? Śpieszę wyjaśnić.
Wrocławski klub Madness zawsze słynął z organizacji dobrych koncertów ska. W kalendarzu imprez pojawiają się one z różną częstotliwością, ale przez lata istnienia klub wciąż pozostaje wierny naszej ulubionej muzyce. Wyjątkowo bogaty w wydarzenia jest kwiecień 2009 roku. W tydzień po występie The Toasters i Deal’s Gone Bad, 16. dnia tegoż miesiąca, scena Madnessa gościć będzie załogę z Moskwy, ska/punkowy Distemper.
Ska-punk to dość specyficzny gatunek muzyczny. Prawdą jest, że popularność punk rocka w latach 70. uratowała podupadłą już nieco na Wyspach Brytyjskich, pochodzącą z Jamajki muzykę. Dzięki mariażowi tejże z punkiem powstała druga fala ska, a zespoły pokroju Specials czy Madness, należące do całej generacji 2 Tone, nie pozwoliły pogrążyć się w mrokach niepamięci najlepszemu gatunkowi muzycznemu, jaki Jamajka dała światu. Potem bywało różnie. Często zespoły, które dzisiaj określają się jako ska-punkowe, tak naprawdę grają najzwyklejszy punk z sekcją dętą, ograniczoną do rytmicznych popierdów. Przoduje zwłaszcza nasza scena z licznymi kapelami pseudoska-punkopolowymi. Cóż, do patologii dochodzi w każdej dziedzinie życia.
Jeszcze do niedawna o wizycie legendarnych The Toasters w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć. Ale czasy się zmieniają, a nasz kraj, choć bardzo powoli, przestaje być europejskim ska zaściankiem. Obecnie praktycznie co roku możemy cieszyć się z odwiedzin Bucketa i spółki.
Od koncertu sporo czasu minęło, ale ponieważ kapela zacna, a niewykluczone, że jeszcze kiedyś nasz kraj odwiedzi, postanowiłem skreślić parę słów o ich tyskim wystąpieniu.
Koncert The Bartenders a zarazem premiera ich debiutanckiej EPki? Czemu nie, w końcu to doskonała okazja, by pogłębić swoją bezkrytyczność wobec prezentowanego przez nich grania. Data co prawda zupełnie nie taka jak by się chciało, w końcu czwartek (26.02) to nie najszczęśliwszy dzień tygodnia na takie balety, ale i nie co dzień się na polskiej scenie odbywają jakiekolwiek płytowe premiery.
To chyba najważniejsza z informacji dotyczących Madness jakie napływają w ciągu ostatnich miesięcy. Co prawda nie po raz pierwszy zagrają w naszym kraju, ale można mieć nadzieję, że po raz pierwszy nie będzie to występ z playbacku. To wiekopomne wydarzenie (nie chcę zapeszyć, ale szykuje się prawdziwy „milestone” w rozwoju polskiej sceny ska) będzie mieć miejsce już czwartego lipca w ramach tegorocznej edycji festiwalu Heineken Open’er. Forma koncertowa zespołu jest na doskonałym poziomie, o czym miałem już okazję przekonać się w grudniu, w Londynie, mało tego zespół z całą pewnością będzie intensywnie promować materiał z najnowszej płyty „Liberty of Norton Folgate”, z całą pewnością więc nie grożą nam przysłowiowe odgrzewane kotlety. Niemożliwe stało się więc możliwe, a to nie wszystko, bowiem obóz Madness jest ostatnimi czasy bardzo aktywny.
Wygląda na to, że Gigi De Gaspari, znany pod pseudonimem artystycznym jako Mr. T-Bone, już na stałe wpisał Republikę Czeską do swojego kalendarza koncertowego. Żadna jego trasa nie omija kraju naszych południowych sąsiadów. Tylko pozazdrościć.
Zobaczyć Madness na żywo! Taki był właśnie główny cel grudniowej wyprawy do Londynu. Przekonać się w końcu jak brzmi na koncercie zespół, którego płyty słuchało się milion razy. Sprawdzić czy po tylu latach wspólnego grania nie są tylko cieniem Madnessów z lat 80. Usłyszeć wszystkie znane na pamięć przeboje i porównać je z najnowszym repertuarem. Ale przede wszystkim po prostu zobaczyć Madness na żywo i choć otrzeć się o niekwestionowaną legendę, nawet nie tyle ska, co po prostu muzyki popularnej.
Stosując się do tej, jakże trafnej, maksymy, pojechałem do Pragi, by uczestniczyć w kolejnym muzycznym misterium, odprawianym przez jedyny, niepowtarzalny, oryginalny The Skatalites (Lester „Ska” Sterling).
Jak mówi stare polskie przysłowie – do dwóch razy sztuka. Już raz wybrałem się do Pragi na koncert jednego z moich ulubionych zespołów. Wtedy oni nie dotarli. Oficjalnie – z powodu problemów paszportowych, nieoficjalnie – chłopaki troszku zabalowali w Wiedniu. Tym razem obyło się bez nieprzewidzianych zdarzeń.
Plotki, domysły, podejrzenia… już nie. Come back The Specials ostatecznie nabrał realnego kształtu. Po (według wszelkich relacji) rewelacyjnym występie reaktywacyjnym na tegorocznym Bestival, zespół ogłosił wczoraj daty kolejnych koncertów. Trasa odbędzie się już wiosną 2009, z okazji trzydziestej rocznicy przerywanego istnienia zespołu.
Wypad do Krakowa w listopadowy weekend zapowiadał się naprawdę ciekawie. Nie żebym spodziewał się diametralnej poprawy warunków pogodowych związanych z wyprawą na, jak się okazało, nie specjalnie upalne, za to śnieżnobiałe południe, ale wizyta w tym mieście Duńczyków z Babylove & the van Dangos była w zupełności wystarczającym argumentem. Jako że ostatni raz w Krakowie byłem 5 lat temu, na moim pierwszym koncercie Slackersów, tym bardziej nie mogłem teraz odpuścić wycieczki w tak dobrze kojarzące się miejsce.
Koncert Argentyńczyków przypadł w niezbyt dogodnym terminie. Tego samego dnia w Lucernie hucznie obchodzono 10. urodziny miejscowej gwiazdy – The Chancers. A że Czesi, podobnie jak my, wyznają zasadę inż. Mamonia i słuchają tylko tego co już dobrze znają, Roxy świeciło pustkami. Ja jednak wolałem pójść na koncert zespołu, którego dotąd nie miałem przyjemności oglądać. Zwłaszcza, że na światowej scenie firma to uznana.
Koncertem we wrocławskim Madnessie rozpoczęła się kolejna podróż po kraju szczecińskiej Vespy. „Rimemba de dejs? edyszyn” stanowi specjalną część nieustającej trasy „Potwór Tour 2008-3000”, a odbywa się z okazji wznowienia na CD debiutanckiego albumu grupy, znanego dotąd wyłącznie z nośnika kasetowego.
Ten koncert od samego początku miał zaskakujący przebieg. Godzina była już późna, w klubie kilka osób sączących piwko, a na scenie jakaś kapela robiąca próbę dźwięku. W pewnym momencie zaczęli grać do pustej sali. Poleciały dwa pełne numery. Potem zeszli ze sceny i udali się na browar. Ale kto to był? Plakat sugerował, że zespoły zagrają w kolejności odwrotnej do tej podanej w tytule relacji. Hm, na Lechuga nie wyglądali.
Vespa ponownie rusza w trasę koncertową. W listopadzie i grudniu szczeciński skład ska odwiedzi 15 polskich miast.
„Rimemba de dejs” to specjalna edycja nieustającej trasy „Potwór Tour 2008-3000”. Związana jest z reedycją debiutanckiego materiału Vespy – wydanej przed 11 laty przez nieistniejącą już firmę QQRYQ kasety, zatytułowanej po prostu „Vespa”. Na początku listopada 2008 Showbiz Monstaz Records – oficyna wydawnicza prowadzona przez muzyków grupy – wyda album na CD. Płyta ma być wzbogacona o archiwalne nagrania koncertowe i bogato ilustrowaną książkę Vespa: fakty, mity, cała bolesna prawda autorstwa Grzegorza Brzozowisza i Romana Rogowieskiego.
7 października w warszawskim klubie CDQ odbył się koncert zespołu Pan Profeska. Z wydarzeniem tym wiązałem spore nadzieje. Co prawda dotychczas ani razu nie było mi dane zaobserwować ich grania w wersji live, więc nie za bardzo wiedziałem czego powinienem się spodziewać, jednak w związku z moim mocno sentymentalnym podejściem do ich starszych kawałków we wtorkowy wieczór ochoczo udałem się do klubu, szczególnie że koncertowy harmonogram Pana Profeski nie należy do specjalnie napiętych i ciężko wyczuć kiedy nadarzyłaby się kolejna okazja.
Tak się dobrze złożyło, że dzień po wieczorze czeskim, mieliśmy okazję obejrzeć we wrocławskim klubie Łykend przedstawiciela słoweńskiej sceny ska. Dla nas raczej egzotycznej. A przecież Red Five Point Star nie wzięli się znikąd. Działają już 10 lat. Początkowo jako punkowe trio, potem zrozumieli, że nie tędy droga i przeszli na właściwą stronę mocy.