Minionej soboty w lizbońskim klubie Bacalhoeiro miała miejsce oficjalna premiera debiutanckiego LP zespołu The Ratazanas. Wydarzenie to jest o tyle warte odnotowania, że już demo z 2006, czy rok późniejsza EP-ka 'Maquete' brzmiały bardzo obiecująco, a przecież od rozpoczęcia działalności w 2005 roku w zespole zmieniło się prawie wszystko. Trzonem składu są perkusista André i Luís, klawiszowiec, których bezkompromisowe dążenia do osiągnięcia stuprocentowo oldschoolowego, jamajskiego brzmienia spowodowały dość intensywną rotację muzyków. Stan ten trwał do momentu pojawienia się Edu (wokal), Petrov’a (gitara) i Rosicky’ego (bas). Czego więc można spodziewać się teraz?
Z dużą dozą pewności mogę założyć, że mało kto nad Wisłą miał do czynienia z amerykańskim zespołem Channel One, który właśnie wydał nakładem Megalith Records swój pierwszy krążek „Pose & Posture”. Kapela powstała w 2007 roku w Texasie, a założyli ją członkowie popularnych w tym regionie w latach 90. zespołów The Resistors i Spies Like Us. Ich drogi rozeszły się dość dawno temu. Recenzowana płyta stanowi więc swego rodzaju 'family reunion'. Śmiem twierdzić, wnioskując z ostatecznego kształtu płyty, zarejestrowanej podczas dwóch, oddzielonych trzymiesięczną przerwą sesji, że panowie musieli mieć dużą frajdę z nagrywanego materiału. Pozwala to mieć nadzieję na dłuższą żywotność tego projektu, który rzuca nowe światło na szeroko pojęty temat ska-propagandy.
Stało się! The Specials w środę zagrali inaugurujący trasę koncert w Newcastle. O rozczarowaniu nie ma mowy. Zgodnie z przewidywaniami zespół potwierdził formę, której próbkę można było niedawno zobaczyć w brytyjskim BBC. Tymczasem prasa urządziła wręcz festiwal komplementów na cześć świeżo reaktywowanego bandu.
Jakiś czas temu (dokładniej mówiąc na początku 2007 roku), za sprawą jednego z wątków na forum, przemknęła mi przez komputer strona myspace amerykańskiego zespołu Ryan Scroggins and the Trenchtown Texans. Jeżeli dobrze pamiętam oferowała wówczas standardowy w tym serwisie repertuar kilku bardzo przyjemnie brzmiących piosenek (szczególnie jak na zupełnie nieznaną kapelę). Jak się okazuje, niewiele później, bo latem 2007 zespół wydał debiutancką i jak dotąd jedyną płytę, która od kilku dni nie daje mi spokoju. Ska i reggae w takim wydaniu to prawdziwy rarytas. Nie co dzień przecież zdarza się, żeby muzycy poruszający się w tych gatunkach muzycznych tak ochoczo sięgali po stylistykę country czy południowoamerykański folk. Kto więc jest odpowiedzialny za tak nieoczekiwany mariaż stylów?
Jako, że jeszcze w grudniu ubiegłego roku w ogóle nie słyszałem o zespole No. 1 Station, byłem co najmniej zaskoczony ich rewelacyjnym występem w londyńskim klubie Hootananny. Pomimo że grali w mocno okrojonym składzie, prezentowali naprawdę imponujące brzmienie, które jak się później okazało, na ich najnowszej płycie sprawia jeszcze lepsze wrażenie, czyniąc wydane przez Rockers Revolt „Boss Beat” jedną z większych niespodzianek minionego roku.
Garść newsów o reaktywacji The Specials. W minionym tygodniu zespół aż dwukrotnie pojawił się w brytyjskiej telewizji BBC2, w programie 'Later… with Jools Holland'. Już pierwsze, wtorkowe podejście, w formie dwóch kawałków – 'Gangsters' i 'Message To You Rudie', dobitnie pokazało czego można oczekiwać po zbliżającej się trasie.
Francuzi z Lyonu po raz kolejny przyjechali do Polski. Tym razem, w ramach trasy promującej najnowszą, dopiero co wydaną płytę La belle etoile, odwiedzili Zieloną Górę. Zespół miałem już okazję kilka razy oglądać i co ciekawe, każdy koncert był zupełnie inny. Zielonogórski również. Wśród współuczestników wyprawy do polskiej stolicy wina, wrażenia były mieszane. Większość koncert nieco rozczarował, o czym można przeczytać na forum Rudemakera. Ja należę do grupy zadowolonych. Dlaczego? Śpieszę wyjaśnić.
Wrocławski klub Madness zawsze słynął z organizacji dobrych koncertów ska. W kalendarzu imprez pojawiają się one z różną częstotliwością, ale przez lata istnienia klub wciąż pozostaje wierny naszej ulubionej muzyce. Wyjątkowo bogaty w wydarzenia jest kwiecień 2009 roku. W tydzień po występie The Toasters i Deal’s Gone Bad, 16. dnia tegoż miesiąca, scena Madnessa gościć będzie załogę z Moskwy, ska/punkowy Distemper.
Gdyby nie fakt, że pochodzącym z Drezna Ken Guru & The Highjumpers przyszło dzielić swego czasu scenę ze szczecińską Vespą, zapewne nigdy nie usłyszałbym o tym zespole. Straciłbym tym samym możliwość poznania naprawdę interesującej grupy, na nadmiar których w ostatnich latach Niemcy narzekać nie mogą. Szczęśliwości splotu okoliczności, który doprowadził do zapoznania się przeze mnie z recenzowaną płytą dopełnia fakt, iż jest to własne wydawnictwo zespołu. Gdyby wszystkie kapele wypuszczały płyty w podobny sposób, to żadne wytwórnie nie byłyby potrzebne. Ot, niemiecki perfekcjonizm.
Ponad dwa i pół roku musiało minąć od pierwszego koncertu, by zespołowi The Bartenders udało się wydać pierwsze nagranie. Okazało się ono zawierającą trzy kawałki EP-ką wydaną w formie zgrabnego digipacka, która jedynie podsyca apetyt na prezentowane przez zespół granie i zdecydowanie nie zaspokaja związanego z nim pragnienia. Niezależnie od faktu, że sesja nagraniowa miała miejsce pod koniec 2007 roku, skład uległ od tamtej pory widocznym zmianom, a poziom muzyczny bandu poszybował w górę, wszystkie trzy numery prezentują się naprawdę imponująco. Warto zaznaczyć, że są to w pełni autorskie kompozycje co cieszy tym bardziej, że Bartenders przyzwyczaili nas do równie częstego, co umiejętnego korzystania z pojęcia 'cover'.
Ska-punk to dość specyficzny gatunek muzyczny. Prawdą jest, że popularność punk rocka w latach 70. uratowała podupadłą już nieco na Wyspach Brytyjskich, pochodzącą z Jamajki muzykę. Dzięki mariażowi tejże z punkiem powstała druga fala ska, a zespoły pokroju Specials czy Madness, należące do całej generacji 2 Tone, nie pozwoliły pogrążyć się w mrokach niepamięci najlepszemu gatunkowi muzycznemu, jaki Jamajka dała światu. Potem bywało różnie. Często zespoły, które dzisiaj określają się jako ska-punkowe, tak naprawdę grają najzwyklejszy punk z sekcją dętą, ograniczoną do rytmicznych popierdów. Przoduje zwłaszcza nasza scena z licznymi kapelami pseudoska-punkopolowymi. Cóż, do patologii dochodzi w każdej dziedzinie życia.
Nie należę do zwolenników spiskowej teorii dziejów, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że nagły wysyp zespołów hołdujących wczesnej odmianie reggae napędzany jest popularnością The Aggrolites. Z poziomem ukazujących się nagrań bywa zazwyczaj dość dobrze, a Belgowie z The Caroloregians z pewnością należą do czołówki europejskiej sceny. Doświadczenie części muzyków wyniesione z The Moon Invaders musiało zaprocentować, w wyniku czego Grover mógł wypuścić na światło dzienne drugi album wspomnianej kapeli bez cienia żenady. Czy udało się jednak zdetronizować bardziej utytułowanych Amerykanów?
Jeszcze do niedawna o wizycie legendarnych The Toasters w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć. Ale czasy się zmieniają, a nasz kraj, choć bardzo powoli, przestaje być europejskim ska zaściankiem. Obecnie praktycznie co roku możemy cieszyć się z odwiedzin Bucketa i spółki.
W wielu pismach poświęconych muzyce reggae można natknąć się na artykuły będące analizą tzw. slackness style, co należałoby przetłumaczyć na język polski po prostu jako „świntuszenie”. Choć ten nurt tekstowy powszechnie kojarzony jest z dzisiejszymi czasami i tłumaczony eksplozją konsumpcyjnego stylu życia w połączeniu z tradycyjnym patriarchalnym modelem rodziny na Karaibach (plus całą masą innych rzeczy, których przytaczanie tu nie ma większego sensu, o czym za chwilę), to mało kto wie, iż jego korzenie sięgają znacznie głębiej. Wydana przez kultową wytwórnię Trojan 3-płytowa składanka zatytułowana „Trojan Slack Reggae Box Set” zawiera, pośród przeważającej części współczesnych artystów, również nieco staroci i właśnie ten trop wskazuje, że utożsamianie slackness style z przełomem XX i XXI w. jest działaniem błędnym, a większość wspomnianych analiz nadaję się jedynie do wyrzucenia do kosza na śmieci.
Historia tego nowojorskiego zespołu w pewnym momencie potoczyła się dość komicznie, ponieważ przebił się on do świadomości słuchaczy za sprawą albumu mającego być miłą odskocznią od standardowego repertuaru.
Od koncertu sporo czasu minęło, ale ponieważ kapela zacna, a niewykluczone, że jeszcze kiedyś nasz kraj odwiedzi, postanowiłem skreślić parę słów o ich tyskim wystąpieniu.
Recenzowany album stanowi, nie licząc wydanej w 2005 r. EPki pt. „Claiming Land”, drugą studyjną odsłonę Szwajcarów pochodzących z Zurychu (pierwszą zaś pod szyldem Leech Redda). Jest to propozycja skierowana przede wszystkim do fanów amerykańskiej szkoły ska/rocksteady, którą swego czasu rozsławili w świecie The Slackers. Myliłby się jednak ten, kto spodziewałby się czystego naśladownictwa, albowiem Alaska na brak pomysłów nie narzeka i miejscami bliżej jest jej do jamajskiej klasyki. Aby nie tracić czasu na zbędne kombinowanie z klasyfikacją twórczości rodaków Wilhelma Tella, napiszę tylko jeszcze, iż do dwóch wymienionych powyżej gatunków dochodzą incydentalnie reggae, soul oraz jazz, co zapowiada mieszankę tyleż ciekawą, co urozmaiconą.
Koncert The Bartenders a zarazem premiera ich debiutanckiej EPki? Czemu nie, w końcu to doskonała okazja, by pogłębić swoją bezkrytyczność wobec prezentowanego przez nich grania. Data co prawda zupełnie nie taka jak by się chciało, w końcu czwartek (26.02) to nie najszczęśliwszy dzień tygodnia na takie balety, ale i nie co dzień się na polskiej scenie odbywają jakiekolwiek płytowe premiery.
To chyba najważniejsza z informacji dotyczących Madness jakie napływają w ciągu ostatnich miesięcy. Co prawda nie po raz pierwszy zagrają w naszym kraju, ale można mieć nadzieję, że po raz pierwszy nie będzie to występ z playbacku. To wiekopomne wydarzenie (nie chcę zapeszyć, ale szykuje się prawdziwy „milestone” w rozwoju polskiej sceny ska) będzie mieć miejsce już czwartego lipca w ramach tegorocznej edycji festiwalu Heineken Open’er. Forma koncertowa zespołu jest na doskonałym poziomie, o czym miałem już okazję przekonać się w grudniu, w Londynie, mało tego zespół z całą pewnością będzie intensywnie promować materiał z najnowszej płyty „Liberty of Norton Folgate”, z całą pewnością więc nie grożą nam przysłowiowe odgrzewane kotlety. Niemożliwe stało się więc możliwe, a to nie wszystko, bowiem obóz Madness jest ostatnimi czasy bardzo aktywny.
Po wielu powtarzających się zapowiedziach wreszcie dostaliśmy do ręki wznowienie na CD debiutanckiej płyty szczecińskiej Vespy, która (ta płyta) dostępna była dotąd jedynie w wydaniu kasetowym. A ponieważ zespół kazał nam długo czekać, więc nie powinni mieć pretensji, że i recenzja ukazuje się w serwisie Rudemaker dopiero po kilku miesiącach od wydania płyty. No dobra, nawaliłem. Kasę za tekst wziąłem, na wycieczkę po Karaibach na koszt grupy pojechałem, a recenzji (oczywiście pozytywnej) nie napisałem. Czas nadrobić zaległości :).
Już 26 lutego Bartendersi zaserwują własnoręcznie przyrządzony, smakowity debiut fonograficzny. Ich muzyka jest miksturą o pieczołowicie dobranym składzie, wyrafinowany smakosz odnajdzie w niej inspirację jamajskim ska, jazzem oraz reggae. W przepisie nie mogło zabraknąć wysokokalorycznej sekcji rytmicznej, soczystego wokalu i siarczystej sekcji dętej. Na deser zaserwowano brzmienie oryginalnego Hammonda B3.
Wygląda na to, że Gigi De Gaspari, znany pod pseudonimem artystycznym jako Mr. T-Bone, już na stałe wpisał Republikę Czeską do swojego kalendarza koncertowego. Żadna jego trasa nie omija kraju naszych południowych sąsiadów. Tylko pozazdrościć.
Zobaczyć Madness na żywo! Taki był właśnie główny cel grudniowej wyprawy do Londynu. Przekonać się w końcu jak brzmi na koncercie zespół, którego płyty słuchało się milion razy. Sprawdzić czy po tylu latach wspólnego grania nie są tylko cieniem Madnessów z lat 80. Usłyszeć wszystkie znane na pamięć przeboje i porównać je z najnowszym repertuarem. Ale przede wszystkim po prostu zobaczyć Madness na żywo i choć otrzeć się o niekwestionowaną legendę, nawet nie tyle ska, co po prostu muzyki popularnej.
Dzisiaj na stronie zespołu Konopians ukazała się bardzo przykra wiadomość:
Z wielkim żalem i wielkim niedowierzaniem! informujemy, że w wypadku samochodowym na terenie Holandii zginął wspaniały człowiek, wszechstronny muzyk, wielki artysta…
Dariusz „Dareczek” Jagiełka [']
Pokój Jego duszy.
Nasza współpraca trwała kilka lat… zagraliśmy kilkadziesiąt koncertów i nagraliśmy płytę 'OneWay' przeżyliśmy niezapomniane chwile…
3 Stycznia 2009 r. (sobota) w Traffic’Clubie w Czeladzi odbędzie się wielki koncert charytatywny wspomagający Rodzinę Dareczka… zagrają wszystkie zagłębiowskie składy min. Skankan, NaturalMystic, ZiggiePiggie & more…
Wspomóż nas!
Serwis Rudemaker składa najszczersze kondolencje Rodzinie zmarłego i przyłącza się do apelu zespołu.
Dobre wieści zza oceanu. Wygląda na to, że Hepcat otrząsnął się po utracie nieodżałowanego basisty Dave’a Fuentes’a i wrócił na scenę. Na początek załoga z L.A. zagrała dwa koncerty 20 i 21 grudnia, jeden u siebie, drugi w San Francisco. Opinie świadków tych wydarzeń są jednoznaczne. Hepcat pomimo uszczerbku na zdrowiu w dalszym ciągu wie jak rozruszać publiczność.
Stosując się do tej, jakże trafnej, maksymy, pojechałem do Pragi, by uczestniczyć w kolejnym muzycznym misterium, odprawianym przez jedyny, niepowtarzalny, oryginalny The Skatalites (Lester „Ska” Sterling).
Jak mówi stare polskie przysłowie – do dwóch razy sztuka. Już raz wybrałem się do Pragi na koncert jednego z moich ulubionych zespołów. Wtedy oni nie dotarli. Oficjalnie – z powodu problemów paszportowych, nieoficjalnie – chłopaki troszku zabalowali w Wiedniu. Tym razem obyło się bez nieprzewidzianych zdarzeń.
Bardzo ciekawa premiera płytowa szykuje się na wiosnę 2009. Wielkimi krokami, prosto z Francji nadchodzi „Tribute to Madness”, który jak dotąd nie doczekał się żadnego oficjalnego tytułu. Nie jest to co prawda pierwsza inicjatywa tego typu, jednak z całą pewnością jest kilka szczegółów, które czynią ją wyjątkową.
Z lekkim opóźnieniem i dużo większą przyjemnością informujemy, że znany być może niektórym, kanadyjski zespół One Night Band, 7 października wydał sumptem Stomp Records w swój drugi krążek „Hit & Run”. Informacja to o tyle ciekawa, że ten kanadyjski zespół jakkolwiek może niezbyt znany w naszym kraju, z całą pewnością zasługuje na znacznie więcej uwagi, co brutalnie udowadnia właśnie swą najnowszą płytą.
Plotki, domysły, podejrzenia… już nie. Come back The Specials ostatecznie nabrał realnego kształtu. Po (według wszelkich relacji) rewelacyjnym występie reaktywacyjnym na tegorocznym Bestival, zespół ogłosił wczoraj daty kolejnych koncertów. Trasa odbędzie się już wiosną 2009, z okazji trzydziestej rocznicy przerywanego istnienia zespołu.