Nie jest tajemnicą fakt, że nasi południowi sąsiedzi posiadają w samej tylko stolicy, Pradze, więcej ciekawych kapel niż my w całej naszej polskiej ziemi. Do czołówki praskiej sceny ska i reggae bezsprzecznie należy grająca od roku 1994 formacja Fast Food Orchestra. Zespół nigdy nie dbał specjalnie o swój wizerunek u nas (pierwszy koncert w Polsce zagrali dopiero dwa miesiące temu we Wrocławiu), dali się natomiast świetnie poznać reszcie świata. Chłopaki są w ciągłych rozjazdach i nie mam tu na myśli tego, że grają od czasu do czasu w Nachodzie a czasami aż w Prostějovie – co to to nie, w maju zakończyła się ich trasa po Europie, na którą zaprosił ich Bucket z The Toasters (zajmujący się też promocją ich ostatniej płyty na Stany Zjednoczone), wcześniej wrócili z trasy po Ameryce Południowej. Ich tegoroczna, najnowsza płyta “Urban Menu” została wydana przez Megalith Records i jest czwartą w dorobku.
Wypad do Krakowa w listopadowy weekend zapowiadał się naprawdę ciekawie. Nie żebym spodziewał się diametralnej poprawy warunków pogodowych związanych z wyprawą na, jak się okazało, nie specjalnie upalne, za to śnieżnobiałe południe, ale wizyta w tym mieście Duńczyków z Babylove & the van Dangos była w zupełności wystarczającym argumentem. Jako że ostatni raz w Krakowie byłem 5 lat temu, na moim pierwszym koncercie Slackersów, tym bardziej nie mogłem teraz odpuścić wycieczki w tak dobrze kojarzące się miejsce.
Koncert Argentyńczyków przypadł w niezbyt dogodnym terminie. Tego samego dnia w Lucernie hucznie obchodzono 10. urodziny miejscowej gwiazdy – The Chancers. A że Czesi, podobnie jak my, wyznają zasadę inż. Mamonia i słuchają tylko tego co już dobrze znają, Roxy świeciło pustkami. Ja jednak wolałem pójść na koncert zespołu, którego dotąd nie miałem przyjemności oglądać. Zwłaszcza, że na światowej scenie firma to uznana.
Koncertem we wrocławskim Madnessie rozpoczęła się kolejna podróż po kraju szczecińskiej Vespy. „Rimemba de dejs? edyszyn” stanowi specjalną część nieustającej trasy „Potwór Tour 2008-3000”, a odbywa się z okazji wznowienia na CD debiutanckiego albumu grupy, znanego dotąd wyłącznie z nośnika kasetowego.
Płyta ukazuje się również w specjalnej, limitowanej edycji. 500 sztuk limited edyszyn to ręcznie ponumerowane egzemplarze, wyposażone w prezent-gadżet: klasyczny, menelski grzebyk z logo zespołu. Ponadto Vespa dla swoich fanów przygotowała jeszcze jedną niespodziankę: do limitowanej edycji zostały dodane relikwie – włosy członków zespołu, pochodzące z wszystkich miejsc ich prężnych ciał, o które nie chcecie pytać. Taką wersję płyty można nabyć jedynie na stronie grupy lub na koncertach „Potwór Tour 2008-3000. Rimemba de dejs? edyszyn”. Na sklepowych półkach płyta (w normalnej wersji) pojawi się 12. listopada.
Pewne rzeczy są nieuchronne. Nic nie poradzimy na to, że wielcy twórcy muzyki jamajskiej opuszczają ten świat, przenosząc się w inne, lepsze miejsce, gdzie już szykują parkiety dla nas, podążających ich śladem.
4 listopada br. w Szpitalu Uniwersyteckim Indii Zachodnich na Jamajce dwuletnią walkę z rakiem przegrał Byron Aloysius St. Elmo Lee. Urodził się 27 czerwca 1935 roku w Christiana, Manchester na Jamajce. Jako student St. George’s College pod koniec lat 50. założył zespół The Dragonaires stając się wkrótce prawdziwą ikoną muzyki jamajskiej. Już pierwszy singiel nagrany przez Byron & the Dragonaires, na którym znalazła się ich wersja wielkiego przeboju r’n’b Dumplins przyniósł zespołowi zasłużoną sławę i ozdobił film Dr No rozpoczynający przygody Jamesa Bonda.
Ten koncert od samego początku miał zaskakujący przebieg. Godzina była już późna, w klubie kilka osób sączących piwko, a na scenie jakaś kapela robiąca próbę dźwięku. W pewnym momencie zaczęli grać do pustej sali. Poleciały dwa pełne numery. Potem zeszli ze sceny i udali się na browar. Ale kto to był? Plakat sugerował, że zespoły zagrają w kolejności odwrotnej do tej podanej w tytule relacji. Hm, na Lechuga nie wyglądali.
Vespa ponownie rusza w trasę koncertową. W listopadzie i grudniu szczeciński skład ska odwiedzi 15 polskich miast.
„Rimemba de dejs” to specjalna edycja nieustającej trasy „Potwór Tour 2008-3000”. Związana jest z reedycją debiutanckiego materiału Vespy – wydanej przed 11 laty przez nieistniejącą już firmę QQRYQ kasety, zatytułowanej po prostu „Vespa”. Na początku listopada 2008 Showbiz Monstaz Records – oficyna wydawnicza prowadzona przez muzyków grupy – wyda album na CD. Płyta ma być wzbogacona o archiwalne nagrania koncertowe i bogato ilustrowaną książkę Vespa: fakty, mity, cała bolesna prawda autorstwa Grzegorza Brzozowisza i Romana Rogowieskiego.
Gdy w grudniu 2007 roku muzyczny świat obiegła wiadomość o hospitalizacji Altona Ellisa i wykryciu u niego raka gruczołów limfatycznych, wszyscy mieliśmy nadzieję, że ten wielki muzyk i człowiek szybko powróci do zdrowia. Zwłaszcza, że po przebytej chemioterapii, znowu zaczął komponować i występować publicznie. Niestety, swoją najważniejszą walkę ostatecznie przegrał.
7 października w warszawskim klubie CDQ odbył się koncert zespołu Pan Profeska. Z wydarzeniem tym wiązałem spore nadzieje. Co prawda dotychczas ani razu nie było mi dane zaobserwować ich grania w wersji live, więc nie za bardzo wiedziałem czego powinienem się spodziewać, jednak w związku z moim mocno sentymentalnym podejściem do ich starszych kawałków we wtorkowy wieczór ochoczo udałem się do klubu, szczególnie że koncertowy harmonogram Pana Profeski nie należy do specjalnie napiętych i ciężko wyczuć kiedy nadarzyłaby się kolejna okazja.
Tak się dobrze złożyło, że dzień po wieczorze czeskim, mieliśmy okazję obejrzeć we wrocławskim klubie Łykend przedstawiciela słoweńskiej sceny ska. Dla nas raczej egzotycznej. A przecież Red Five Point Star nie wzięli się znikąd. Działają już 10 lat. Początkowo jako punkowe trio, potem zrozumieli, że nie tędy droga i przeszli na właściwą stronę mocy.
Czechy to nieduży kraj, ale aktywności na polu krzewienia muzyki ska można im pozazdrościć. Nieustające wizyty gwiazd światowych mniejszego i większego formatu, fakt, że głównie w Pradze, liczne festiwale oraz liczba zespołów rodzimych, koncertujących i wydających płyty, robi wrażenie. Wielu wykonawców z tego kraju zdobyło należną im pozycję w Europie i poza nią, nagrywając swoje płyty dla renomowanych wytwórni. Dwie z topowych tamtejszych kapel mieliśmy przyjemność oglądać we Wrocławiu w ramach imprezy o wdzięcznej nazwie Czech Republic Ska Night, będącej częścią odbywającego się w tym mieście Festiwalu Wyszehradzkiego.
Ekipa tworząca festiwal Mighty Sounds sprawiła wielką przyjemność wszystkim fanom dobrej muzyki zapraszając na jesienną, klubową edycję tej imprezy. Nie pozostało nic innego jak z zaproszenia skorzystać. Mimo, że dzień wcześniej Aggrolites we Wrocławiu, a jeszcze jakaś praca w między czasie, nieco spóźniony pojawiłem się w Lucernie. Co ciekawe, towarzystwo jadące samochodem przybyło jeszcze później. Można by w związku z tym ukuć hasło reklamowe – „Jadąc koleją możesz zapomnieć o poimprezowym zmęczeniu” :-).
Nie co dzień w naszym kraju goszczą gwiazdy światowego formatu, a już na pewno nie w wydaniu dwu koncertowym. Kiedy więc okazało się, że tej jesieni Aggrolites planują zagrać w Warszawie i Wrocławiu, pozostała już tylko niezbyt problematyczna kwestia zapewnienia sobie odpowiedniej ilości wolnego czasu w dniach 23-24 września.
Solowa płyta wokalisty Rancid wyszła już ponad ponad rok temu i wielu jest dobrze znana między innymi dzięki temu, że była swego czasu dostępna w całości, włącznie z teledyskami, na majspejsie zespołu. Całość materiału utrzymana jest w stylu balansującym pomiędzy „dirty reggae” (warto nadmienić, że Armstrongowi przygrywa nie kto inny, lecz Aggrolites), a brzmieniami znanymi wcześniej z płyty, „…And Out Come the Wolves”. Muzycy Rancida, szczególnie w ciągu ostatnich paru lat, mają tę właściwość, że regularnie maczają palce w rozmaitych projektach z udziałem innych zespołów. Przy każdym takim nowym wydawnictwie (szczególnie Larsa Fredriksena i Armstronga właśnie) pojawia się pytanie, kiedy w końcu się wyczerpią i nagrają coś bardzo słabego. Na razie jednak, na szczęście, wszystko po staremu.
Długo oczekiwana edycja deluxe kultowego albumu zespołu Symarip Skinhead Moonstomp nareszcie ujrzy światło dzienne. Trojan Records zapowiada jego premierę na 29 września bieżącego roku. Jak podaje strona internetowa wytwórni album będzie się składał z 2 CD. Mają one pomieścić 12 ścieżek pochodzących z oryginalnego wydawnictwa, a dodatkowo 34 utwory, wśród których również nigdy wcześniej nie wydane, pochodzące z singli nagrywanych pod koniec lat 60. przez Graeme’a Goodalla dla Doctor Bird Records oraz na początku lat 70. przez Bruce’a White’a i Tony Cousinsa dla Creole Records.
Rok 2008 trzeba chyba będzie zapamiętać jako wyjątkowy w rozwoju polskiej sceny ska. Właśnie ukazała się kolejna płyta z tą muzyką, a to za sprawą debiutanckiego albumu Wersji De Lux. Gdynianie swoją twórczość definiują jako mieszankę ska, rock’n’rolla, swingu i reggae. Hm, szczerze mówiąc jakoś tego swingu nie potrafię się dosłuchać. No, może trochę w Dancing. Bardziej odpowiada mi określenie stylu zamieszczone na plakacie zapowiadającym koncert, który promował wydawnictwo, mianowicie 2 Tone. Jak zwał, tak zwał. Najważniejsze, że otrzymaliśmy 13 utworów opartych na charakterystycznym, zachęcającym do tańca i zabawy rytmie.
Pan Puzon, czyli Luigi, dla przyjaciół Gigi, De Gaspari, włoski, jakżeby inaczej, puzonista, po raz kolejny zaprasza na muzyczną ucztę. Ten absolwent mediolańskiego konserwatorium Giuseppe Verdiego, niegdyś członek orkiestry symfonicznej im. Verdiego i założyciel szkolnego Civica Jazz Band, po ukończeniu edukacji swoje zainteresowania skierował ku muzyce ska i reggae. Współpracował z takimi zespołami jak Casino Royale, Bluebeaters (do dnia dzisiejszego), Africa Unite, Matrioska czy Vallanzaska. W 2002 roku odbył trasę i nagrał płytę z New York Ska-Jazz Ensemble. Potem postanowił poświęcić się karierze solowej. W tym samym 2002 roku razem z Jamaican Liberation Orchestra wydał płytę That’s it!, której produkcją zajął się Madaski z Africa Unite. Dwa lata później ukazał się album Mr. T-Bone sees America nagrany z All Star Band złożonym z największych sław światowej sceny ska i reggae, a którego producentem był z kolei Victor Rice. Poza wypuszczaniem znakomitych płyt, T-Bone co roku wyrusza w świat w długie trasy, czego efektem jest koncertowy Strictly Live z roku 2007.
W najpiękniejszy dzień roku dla wszystkich uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i licealnych, czyli 1 września, swoją premierę miał debiutancki album zespołu Wersja De Lux. Tym sposobem nasz więcej niż skromny rynek ska powiększył się o kolejną, wartościową pozycję.
Na Youtubie pojawiły się już amatorskie nagrania z występu uszczuplonych o Jerry’ego Dammers’a The Specials, na tegorocznej edycji brytyjskiej imprezy Bestival. Jakość pozostawia co nieco do życzenia, jednak klipy pozwalają być naprawdę optymistycznym.
No i mili Państwo stało się… może nie całkiem tak jak byśmy sobie mogli wymarzyć, ale jednak. Zgodnie z pojawiającymi się od kilku tygodni plotkami dotyczącymi tajemniczego gościa festiwalu „Bestival”, odbywającego się w ten weekend na brytyjskiej wyspie Wight, w roli niezapowiedzianej gwiazdy pojawili się The Specials… no prawie The Specials. Zresztą w ich przypadku, w perspektywie ostatnich reaktywacyjnych perypetii, byłoby wręcz podejrzane, gdyby wszystko odbyło się bez zgrzytów, tak więc na scenie pojawiło się jedynie sześciu członków oryginalnego składu, a brakującym ogniwem był oczywiście Jerry Dammers. Zaanonsowani zostali jako „Terry Hall & Friends minus Jerry Dammers”, jako, że ten ostatni jest prawnym właścicielem trademarku „The Specials”.
Zespół Makako Jump powstał w Trieście, bodajże w 2003 roku. Od tego czasu zagrali blisko 400 koncertów u siebie w kraju jak również w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Czechach, Słowenii i Chorwacji. W roku 2006 wydali debiutancki album Mi queso es tu queso, dzisiaj dostępny już tylko w sklepach sprzedających muzykę w formie cyfrowej. Wiosną bieżącego roku ukazała się druga płyta Włochów, zatytułowana Lasciate la mancia al portapizze. Od początku miałem z nią spory problem. Jak można przeczytać w dziale relacji z imprez, po koncercie w Pradze zespół wydał mi się typowym przedstawicielem włoskiego ska w stylu Arpioni, grającym radosną muzykę do zabawy. Po przesłuchaniu płyty wrażenia miałem nieco inne. Tylko nie do końca potrafiłem sprecyzować jakie. Słuchałem, słuchałem i nic. Podoba mi się ona czy nie?
Krwawa historia z portowego miasta. Szczeciński zespół, polewając się keczupem, składa hołd niskobudżetowym produkcjom o wilkołakach. Klip promuje płytę „Potwór” ska-swingowej orkiestry z Pomorza.
Ostatniego dnia czerwca 2008 roku ukazał się na rynku drugi album spadkobierców Furillo, zatytułowany Lovers Choice. W swoim debiucie Run Run Rudie Duńczycy poprzeczkę zawiesili wysoko, był więc lekki niepokój czy przy kolejnym podejściu sprostają wyzwaniu. Nie ma obawy, sprostali. Płyta jest po prostu znakomita. Zanurzona głęboko w zniewalających oparach rocksteady, działa jak balsam na skołataną duszę.
Dwudniowy festiwal zapowiadał się jako ciekawe wydarzenie artystyczne. Jego wcześniejsze edycje jesienno-zimowo-wiosenne, które odbywały się w poprzednich latach w różnych miejscach Pragi, co prawda w mniejszej skali, również dobrze wróżyły przedsięwzięciu.
W sobotę w wieku 69 lat zmarł jeden z założycieli The Skatalites, wybitny trębacz Johnny 'Dizzy' Moore.
Nie udało mu się przezwyciężyć raka, z którym walczył juz od dłuższego czasu. Zmarł w domu przyjaciela tydzień po tym, jak wypisano go ze szpitala.
Skallywood Pictures Unlimited i Rudemaker przedstawiają
prawdziwą opowieść o grupie ludzi, którzy spotkali się wieczorem w tym samym miejscu. Nie wiedzieli, że tworzą Historię. Noc, kobiety, mężczyźni i ich szalony bachiczny taniec! Chcesz to zobaczyć! Teraz.
Zachęcony bardzo pozytywnymi opiniami po warszawskim koncercie Izraelczyków, postanowiłem urlop rozpocząć od wycieczki do Pragi. Tam koncert miał miejsce w ramach cyklicznej imprezy znanej pod nazwą HuLiDi. Jest to skrót od trzech słów: hudba, literatura, divadlo, których znaczenia chyba nie muszę tłumaczyć.
Czas najwyższy na nowe wieści z obozu The Specials. Właściwie w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy nie zaszły w temacie ewentualnego come-backu jakieś rewolucyjne zmiany, jednak miało miejsce kilka zdarzeń, które rzucają nieco nowego światła na szanse powodzenia reaktywacji.